800 la temu umarł Drugi Chrystus.
Tak mówiono o Giovannim (Janie) Bernardone z Asyżu, którego ojciec – ze względu na pochodzenie swej ukochanej żony – nazywał Francesco – Francuzikiem. Franciszek był jednym z największych… aktorów w dziejach świata, najlepszym odtwórcą roli Chrystusa. Dziś z Leszkiem rozmawialiśmy o tym na kazaniu.
Zawsze głoś Ewangelię – mówił Franciszek – a jeśli trzeba, używaj nawet słów. Rewolucja. Głoś czynem, gestem, postawą. Dopiero w ostateczności słowami. Istny teatr. Raz mówi braciom: idziemy do miasta wygłosić kazanie. Idą na targowisko. Śpiewają. Śmieją się. Komuś pomogli przenieść ciężar. Innego zapytali jak się czuje. Uśmiechnęli się. Zażartowali. Coś podnieśli, coś uprzątnęli. Franciszek mówi: wracamy. A oni na to, że kazanie mieli wygłosić. Cały czas to robiliśmy – odpowiada Franciszek.
Odgrywa przedstawienie, gdy rzuca ojcu pod nogi suknię i krzyczy, że niczego nie chce. Odgrywa przedstawienie, gdy w Wigilię ciągnie do kościoła ugnojony żłób, nakłada siano, sprowadza stado owiec. Buduje pierwszą szkopkę. Bez figurki Jezusa – Jego rolę odegra chleb i wino na ołtarzu. Bez Świętej Rodziny i pastuszków. W ich postaci wcielą się uczestnicy Pasterki.
Drugi Chrystus – mówią o nim. Całe życie Franciszek uczy się roli Chrystusa. Najbardziej na Alwerni. Tak intensywnie wpatruje się w Ukrzyżowanego, że jego dłonie, stopy i bok zaczynają krwawić stygmatami. Mamy go takiego w naszym kościele. Stoi obok Jezusa Serdecznego. Unosi ramiona i pokazuje krwawe wnętrza swoich dłoni. Mówi: patrz, tak trzeba zagrać Jezusa, tak się wcielić w Jego rolę, żebyś mógł powiedzieć: żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus.
Z umierania Franciszek też zrobi przedstawienie. Każe się zanieść do Porcjunkuli. Sam nie jest w stanie iść. Z wysokości noszy błogosławi Asyż. Potem każe położyć się na gołej ziemi i rozebrać do naga. Przerażeni po raz pierwszy widzą rany Chrystusowe na jego ciele. Nakryty całunem i posypany popiołem, leżąc na ziemi, śpiewa. Grać swoją rolę trzeba do końca. Brzmi Psalm 142 i Pieśń Słoneczna. W swoim łabędzim śpiewie porywa się jeszcze na improwizację dodatkowej zwrotki: Pochwalony bądź, Panie, przez naszą siostrę, śmierć cielesną, której żaden człowiek żywy ująć nie może…
Różni artyści i święci wcielali się w rolę Chrystusa. Wszystkie Oscary i tak trafiły w ręce Franciszka – Jana Bernardone z Asyżu.
