Dokładnie o 17:13 dwa, może trzy suche trzaski poderwały stadko gołębi.
Papież, który dopiero co pobłogosławił uniesioną przez rodziców dziewczynkę, osunął się w ramiona księdza Dziwisza.
– Gdzie? – spytał przerażony kapelan.
– Brzuch.
– Boli?
– Tak.

Karetka w rekordowym tempie przecisnęła się przez godziny szczytu. W poliklinice okazało się, że pocisk trafił najpierw w koniuszek palca. To zmieniło jego tor tak, że o kilka milimetrów ominął tętnicę i nie spowodował natychmiastowej śmierci. Za stołem operacyjnym stanął lekarz – młody ale z dobrym okiem i pewną ręką. Wyjął kulę. Rok później Papież przywiózł ją do Fatimy. Do dziś jest przytwierdzona do wnętrza jeden z koron, zdobiących figurę fatimskiej Madonny.

Ocalenie z zamachu na Placu Świętego Piotra miało miejsce w trzecim roku pontyfikatu Jana Pawła II. Do 13 maja 1981 roku w papieskim nauczaniu ani raz nie pada słowo „Fatima”, nie ma katechezy ani homilii ze wzmianką o objawieniach. Po 13 maja sytuacja zmienia się diametralnie. W fakcie, iż objawienie w 1917 roku i zamach w 1981 mają miejsce o tej samej porze – po 17:00 – otoczenie Papieża i wkrótce cały świat widzi znak, nad którym nie sposób przejść obojętnie.
