Słyszę dzisiaj w Ewangelii Jezusa, który mówi, że jeśli ktoś jest łajzą, to trzeba nim potrząsnąć: upomnij swego brata.
I jeśli posłucha, to spokojnie. A jeżeli mówisz mu raz, drugi i trzeci – ty i inni – a on nic, to „niech ci będzie jak poganin i celnik”.
W pierwszym odruchu przypominam sobie, jak wszyscy ci pobożni w czasach Jezusa traktowali pogan – gojów i celników. I myślę sobie: zrób na takiego święty „oburz”, opluj, kopnij, brzydź się nim i gardź.
Aż nagle z tyłu głowy pojawia się pytanie: jak Jezus, który mówił te słowa, traktował pogan i celników? Syrofenicjance uzdrowił córeczkę, setnikowi – sługę, jednego celnika – Mateusza – zatrudnił na etacie apostoła, do innego – Zacheusza – wprosił się na kolację, aż Mu zarzucali potem, że jada i pija z celnikami i grzesznikami…
Czyli: jeśli ktoś nie posłucha moich napomnień i dobrych rad, najlepiej zrobić mu jakąś przysługę albo iść z nim na kawę (przecież nie napiszę, że na piwo, bo ktoś się zgorszyć gotowy). Może coś w tym jest? Jak w przysłowiu: „więcej much złapiesz na łyżeczkę miodu, niż na beczkę octu”?
Ewangelia jednak strasznie wywrotowa jest…
