Przeżyłem pielgrzymkowy wstrząs.
Bo najsamprzód pojechaliśmy do Lichenia. Wszystko tu jest „naj”:
- Kosciół zajmuje powierzchnię 2,5 hektara i jest największy w Polsce.
- Organy posiadają 157 głosów i są największe w kraju.
- Dzwon „Bogurodzica Maryja” waży prawie 15 ton i jest największy w Polsce.
- Wieża przekracza 141 metrów i jest najwyzsza w Polsce.
Z Lichenia pojechaliśmy nastepnie do Niepokalanowa. Na Mszę w kaplicy, zbudowanej 99 lat temu przez ojca Kolbego. Ledwo wcisnęliśmy się do wnętrza o powierzchni nieco większej kawalerki. Tylko jeden mały dzwonek i sygnaturka z krzyżem, na którym przesiadują gołębie. Żadnych organów, kandelabrów, anodowanego aluminium, które udaje złoto. Tylko grubo ciosana podłoga wygnieciona kolanami i ławki – żywicielki korników.

W Licheniu Najświętsza Panienka – cóż że w złotej oprawie, skoro wysoko i daleko. W Niepokalanowie ta sama Madonna tylko z bukietem, który za chwilę zwiędnie – ale za to bliziutko, na wyciągnięcie ręki.
W całym ołtarzu licheńskiej bazyliki nie znajdziesz, gdzie by Pan Jezus był namalowany albo wyrzeźbiony.
A w niepokalanowskiej kaplicy nad figurką Madonny wisi od czasu ojca Kolbego obrazek: Jezus wzrok podnosi w stronę Ojca Niebieskiego. Prawą dłonią wskazuje na figurkę Niepokalanej poniżej. Jakby nówił: to moja Mama. I pęka z dumy. Pęka tak bardzo, aż mu Serce widać, gorejące miłością.

Doświadczyłem wstrząsu. Poczułem się jak dziecko, któremu kupują zdalnie sterowany samochód, a ono woli pokrywkę od garnka i odwrócone krzesło, które udają ciężarówkę. „Mniej” nie zawsze znaczy „gorzej”. „Mniej” to często „bliżej” i „czulej”.
Zostawiłem zdjęcia Lichenia i Niepokalanowa. Pokazują to, co zobaczyłem.
