Moje Madonny ŚNIEŻNA:

Tego ranka ludziska obudzeni krzykiem patrycjusza Jana przecierali oczy ze zdumienia z powodu śniegu, który minionej nocy zasypał okolicę.

Co dziwnego jest w śniegu? W zasadzie nic. Chyba, że śnieżyca ma miejsce w nocy z 4 na 5 sierpnia 352 roku na wzgórzu Eskwilina w Rzymie. A w dodatku Janowi ukazuje się Boża Rodzicielka i obiecuje narodziny upragnionego potomka. Jan obudziwszy sąsiadów pędzi następnie do papieża Laurencjusza, który mieszka dwa przystanki dalej (przeliczając na dzisiejszą komunikację). Papież ubiera się pośpiesznie, łapie po drodze pastorał. A przybywszy na miejsce niedawnej śnieżycy w białym puchu kreśli świątobliwą laską zarys fundamentów przyszłego kościoła, który zbudują w tym miejscu jako pierwsze na Zachodzie sanktuarium Maryjne, także największe w Rzymie (na świecie – nie – albowiem Licheń przebija wszystko).

Sanktuarium jest kolebką tytułów Maryjnych. Najpierw jako miejsce kultu Bożej Rodzicielki – na pamiątkę dogmatu w sprawie tego, iż Maryja urodziła Jezusa jako Boga i Człowieka; dogmat ogłoszono na soborze w Efezie w roku 431. Pod koniec VI wieku w czasach papieża Grzegorza Wielkiego w Rzymie wybuchła nieposkromiona zaraza. Jedyne, co można było zrobić, to grzebać trupy. Aż sprowadzono drogą morską z Konstantynopola obraz słynący łaskami – Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Papież w ozdobionej kwieciem łodzi wypłynął malunkowi na powitanie. Ledwo go wniesiono do miasta, zaraz zaraza ustała. Wizerunek zawieszono w przylegającym do sanktuarium baptysterium. W Bazylice znalazł się znacznie później, przechowywany zrazu w marmurowym… tabernakulum, a od początku XVII wieku umieszczony w osobnej kaplicy. Od czasów uwolnienia z zarazy wizerunek nosi imię „Salus Populi Romani” – Wybawicielki Ludu Rzymskiego. Tytułem tym zwracali się do swej opiekunki cesarscy pretorianie w czasach Republiki Rzymskiej. Kryła się za nim pogańska bogini, przedstawiana jako młoda kobieta siedząca na tronie z wężem na kolanach. Oficjalnie kult pogański zniósł cesarz Teodozjusz I pod koniec IV wieku, już po śnieżnym cudzie na Eskwilinie. Bogini odeszła w niepiamięć, a jej werbalną biżuterię przekazano Bogarodzicy. Ją samą – od cudu, jaki poprzedził ustanowienie pierwszego sanktaurium – zawsze, mniej oficjalnie, zwano Matką Bożą Śnieżną.

Wiemy, jak obraz znalzał się w Rzymie. A skąd wziął się w Konsantynopolu? Przywiozła go z Jerozolimy cesarzowa Helena, ta sama, która odnalazła krzyż Jezusa. Prowadząc risercz dowiedziała się, że świątobliwe Jerozolimianki przechowują pieczołowicie obraz Matki Pana, który powstał w niezwykłych okolicznościach.

Oto bowiem gdy Maryja – wypełniając testament Jezusa z krzyża – przeprowadziła się do umiłowanego ucznia Jana, wzięła ze sobą dobytek, w którym znajdował się także stół, wykonany własnoręcznie przez Jezusa w warsztacie świętego Józefa. Jan miał swój stół. Dwa stoły w domu niepotrzebne. Więc umyślono, by na cieniutkim blacie z drewna cedrowego uwiecznić wizerunek Maryi z małym Jezusem na rękach. Wśród uczniów apostolskich był Grek z pochodzenia, praktykujący lekarz, który w wolnych chwilach robił to, czego Żydom nie wolno – malował, zwłaszcza portrety. Zgodził się pokryć blat stołowy malunkiem. Matka Boska przychodziła do jego gabinetu pozować, a on szykując pędzle i farby wypytywał o życie Jej i Jezusa. Wszystko to, co usłyszał – zwłaszcza o dzieciństwie Pana – opisał później. Na świadectwo tego w lewą dłoń Dzieciątka włożył książkę – autorski egzemplarz swojej Ewangelii. I jeszcze dwa palce – wskazujący i środkowy – prawej dłoni Maryi skierował w dół, żeby pokazać tym, co jeszcze liter nie znają, że oto dzięki Niej Bóg-Człowiek (to dlatego te dwa palce) zstąpił na ziemię. Kropkę nad „i” tej kwestii stawia znajdująca się pod głównym ołtarzem relikwia złóbka betlejemskiego (dokładniej: szczątków jaśli czyli drewnianej drabinki, za którą kładło się bydłu siano do skubania).

Przy Bazylice Świętych Janów na Lateranie jest kaplica Scala Santa – Świętych Schodów. Na ich szczycie jest sanktuarium Jezusa Cierpiącego w wizerunku „acheiropoiete” – nie ludzką ręką uczynionym. Był w Średniowieczu zwyczaj, że wynoszono go w procesji, kierując się w stronę Bazyliki Santa Maria Maggiore. Z niej zaś w procesji niesiono obraz ręką świętego Łukasza uczyniony. Procesje spotykały się w pół drogi (po przebyciu odległości jednego przystanku (przeliczając na dzisiejszą komunikację), a niosący wizerunki odgrywali czułe między nimi powitanie. Ale papież Pius V (ten od bitwy pod Lepanto) tego rodzaju praktyk zabronił, uważając iż taka synantropia materialnych wizerunków więcej szkody niż pożytku wiernym przynieść może, więc niech lepiej chodzą w procesji różaniec odmawiając, a nie obrazami tańcując.

Obraz Matki Bożej Solus Populi Romani, dziś kojarzony jako ikona światowych dni młodzieży, uchodzi za najczęściej kopiowany wizerunek Maryjny w Europie, w Polsce (Poznań, Kraków na Gródku, Iwiczna, Przasnysz, Stoczek Klasztorny, Czerna, Janów Lubelski itd.) a być może nawet w świecie. To głównie zasługa zakonu jezuitów, którzy w oparciu o ikonę tworzyli ruch Sodalicji Mariańskiej.