24 lipca 2021

Zachód słońca niesie dreszczyk emocji.

Tego dnia wydarzyło się tak wiele: Pan uczynił człowieka – mężczyznę i niewiastę – i umieścił w Edenie, dał mu za pokarm wszelkie owoce, z wyjątkiem tych, pod których ciężarem uginały się gałęzie drzewa poznania dobra i zła. Człowiek jednak płakomił się na owoc zakazany, na skutek czego został wyrzucony precz. Ledwo z hukiem zawarła się za nim brama rajska, słońce zaczęło znikać za horyzontem. I człowiek uląkł się, że już nigdy nie będzie jasno.

W rozpaczy i bezsilnej złości porwał dwa kamienie. I począł z całej siły uderzać nimi o siebie. A wówczas posypały się iskry, upadły na kępę wyschłej trawy. I tak człowiek, w zamian za słońce, otrzymał w darze ogień.
Zasnął nieco uspokojony. Następnego zaś ranka zbudziły go promienie słońca, które – wbrew obawom – wróciło na niebiosa.

Dlatego Żydzi rozpoczynają Szabat w piątkowy wieczór, tuż przed zachodem słońca, od zapalenia dwóch świec.

Dlatego wolę zachód słońca, z dreszczykiem emocji i małą niewiadomą: czy noc się skończy?
Wschód jest banalny. O wschodzie kończą się tajemnice i nastaje oczywistość.
Tak samo jest jest ze Zmartwychwstaniem: wieczorem bali się i wątpili. Rano znaleźli pewność pustego grobu.