Urodziny Matki Boskiej

To jedno z najstarszych świąt w chrześcijaństwie – pierwsze wielkie święto w prawosławnym kalendarzu liturgicznym.

Bo na Wschodzie rok liturgiczny zaczyna się jak nasza szkoła: pierwszego września. Pierwszym świętem jest tam Narodzenie Bogarodzicy, a ostatnim – Jej Zaśnięcie (odpowiednik naszego Wniebowzięcia).

Nie ma w Biblii najmniejszej wzmianki o tym wydarzeniu. Opisuje je dopiero apokryficzna Protoewangelia Jakuba z II wieku, a więc pismo bliskie czasowo księgom Nowego Testamentu. Z niego dowiadujemy się o niezwykłym poczęciu Maryi poprzez pocałunek Jej rodziców – Joachima i Anny – w Złotej (Pięknej) Bramie, jedynej prowadzącej na wzgórze świątynne w Jerozolimie od wschodu. Podwójna brama istnieje do dziś, dobrze widoczna z Góry Oliwnej. Nią Chrystus wjeżdżał na osiołku w Niedzielę Palmową.

Nie znamy daty ani miejsca narodzin Maryi. Przypuszczać można, że było to kilkanaście lat przed Chrystusem, w Betlejem lub Nazarecie – miastach pochodzenia odpowiednio Anny i Joachima. Skąd zatem pomysł, by świętować Maryjne urodziny? Zrodził się on co najmniej już w IV wieku. Analogicznie do świąt związanych z osobą Jezusa zaczęto obchodzić święta dla uczczenia Jego Matki (Zwiastowanie – Niepokalane Poczęcie, Narodziny, Wniebowstąpienie – Wniebowzięcie). Zachowano tutaj także chronologiczną konsekwencję: Narodzenie Maryi (8 września) obchodzi się dziewięć miesięcy po Niepokalanym Poczęciu (8 grudnia).

W naszej tradycji święta Maryjne kojarzy się z cyklem pór roku i zwyczajami życia rustykalnego. Mamy więc święta Matki Boskiej Gromnicznej, Jagodnej, Zielnej – a w przypadku Jej Narodzenia – Siewnej. Gospodarze przynosili 8 września do kościoła ziarno wyłuskane z kłosów z wieńców dożynkowych. Z kościoła szli w pole. Rzucali po garści poświęconych ziaren na krzyż, jakby błogosławiąc nim rolę. Resztę mieszali z ziarnem przygotowanym na zasiew. Zdarzało się, że na brzegu pola upychali w ziemię krzyżyki zrobione z gałązek palm wielkanocnych, połączonych z kawałeczkami gałązek, którymi ozdabiano odrzwia na Zielone Świątki i ołtarze w Boże Ciało. Obwiązywano je ususzonymi łodyżkami kwiatów i ziół poświęconych na Matkę Boską Zielną. Zabiegi te miały nie tylko zapewnić obfite zbiory, ale także chronić je przed zarazą, gradobiciem i myszami.

Ładne przysłowia zadomowiły się w rodzimej tradycji. Choć dziś kryją się za zakurzoną pajęczyną niepamięci. Najpierw pogodowe: „Gdy na Siewną jest błękitnie, wtedy piękny wrzos zakwitnie” oraz „W Narodzenie Panny Marii pogodnie, będzie tak cztery tygodnie”. Kolejne wieści nieuchronne pożegnanie lata: „Panna się rodzi, jaskółka odchodzi”, czyli ulatuje w ciepłe strony. Nareszcie są i mądrości agrarne, instruujące o kolejności zasiewu: „Przed Bogurodzicą żyto przed pszenicą, po Bogurodzicy chwyć się pszenicy”, a to dlatego, że „Siew na Matkę Boską Siewną oziminkę da przedziwną”. Siejbę czynią gospodarze. A ich żony szykują się do długich wieczorów, gdy przędzeniem i tkaniem czas przyjdzie się zając, mądrość ludowa przypomina zatem: „Na Matkę Boską Siewną zła to gospodyni, która lnu z wody nie wyczyni”.