17 czerwca: DZIEŃ BRATA ALBERTA

Powstaniec styczniowy, artysta-malarz, adorator Heleny Modrzejewskiej, kolega braci Gierymskich, Jacka Malczewskiego, Włodzimierza Tetmajera. Uczeń tych ostatnich – Jan Skotnicki – zapytał go, gdy się spotkali w mleczarni na krakowskich Plantach pewnego razu w roku 1903, czy w w szarym habicie znalazł ukojenie, którego szukał niegdyś w nauce i sztuce.

– Rozdałem w tym roku 20 tysięcy bochenków chleba, 12 tysięcy porcji kaszy, daje nocami dach nad głową setkom tych, którzy go nie mają. Niech ci, bracie, to służy za odpowiedź…

Byli tacy, co – jak uczennica Chełmońskiego Pia Górska – zarzucali mu, iż wenę malarską porzucił dla dobroczynności. Że tak nie można. A on tłumaczyć cierpliwie:

Żeby podeprzeć stół kulawy, nie można go z góry obciążać. Pochylić się trzeba i z dołu podeprzeć.

To samo z nędzą ludzką. Chcąc ratować nędzarzy, nie należy obarczać ich napomnieniami ani prawić morałów będąc samemu sytym i dobrze ubranym. Trzeba się stać nędzniejszym od najnędzniejszego, aby go dźwignąć. W kiedy indziej wyłożył to jeszcze prościej: Powinno się być dobrym jak chleb; powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny.

Był Brat Albert patronem mojego kursu seminaryjnego, jako iż przyszliśmy na studia teologiczne rok po beatyfikacji Brata Alberta na krakowskich Błoniach. Jako wspólną modlitwę odmawialiśmy często… wiersz siostry Marii Imeldy Grodeckiej:

O jedno Cię proszę, Boski Chlebie
jednego tylko łaknę;
dla wszystkich być chlebem w potrzebie
świeżym, pachnącym, którego nie braknie
nigdy nikomu.
Każdy niech bierze tyle, ile zechce, niech kraje.
A ja jak chleb powszedni szczerze niech się oddaję, rozdaję
hojnie, serdecznie, swobodnie
tam, gdzie potrzeba, gdzie są głodni
Niech wyciągają się do mnie ręce
o każdej porze dnia.
Niech biorą, jedzą co dzień więcej
by siłę i moc mieli, a ja
niech się mnożę jak tamten, który dzielił
na wzgórzu błogosławieństw w słonecznej Galilei
i wtedy, gdy błagalnie będą żądać,
bo im się należy.
Mój chleb niech będzie zawsze świeży
i zawsze dla wszystkich, aby się najedli
Bogiem we mnie
jak chlebem powszednim…

O Świętym Bracie Albercie pisałem jeszcze: