Zbudzona święta

W życiu świętej królowej Jadwigi wszystko się stało bardzo wcześnie.

Imię chrzcielne córka Ludwika Węgierskiego otrzymała po części po św. Jadwidze Śląskiej, kanonizowanej sto lat wcześniej, po części po własnej prababce, żonie Łokietka.

Od dzieciństwa Jadwiga przeznaczona była na tron krakowski i żonę Wilhelma Habsburga, z którym została oficjalnie zaręczona w wieku lat… pięciu, z przyrzeczeniem wspólnego zamieszkania, gdy osiągnie wiek natenczas dojrzały, czyli lat dwunastu. W przeciwnym wypadku Wilhelm miał otrzymać odszkodowanie w wysokości 200 tysięcy florenów (około 700 kilogramów złota). Co też się stało, gdyż Jadwiga przybywszy do Krakowa została przekonana do małżeństwa z litewskim księciem Jagiełłą.

Koronę króla Polski (króla, nie „królowej”) przyjęła w takim wieku, w jakim nasze trzecioklasistki idą do pierwszej Komunii świętej. Miała wówczas niewiele ponad 10 lat. Uroczystość odbyła się nazajutrz po Jadwiżynych imieninach 16 października 1384 roku.

Witraż okienny św. Jadwigi z kościoła św. Jana Chrzciciela w Bielsku-Białej Komorowicach.

Polityka i racja stanu podporządkowała sobie Jadwigę, jej ambicje i uczucia. Zrazu – powiada Jan Długosz – ani dała sobie powiedzieć, że obiecane małżeństwo z Wilhelmem się nie ziści. On przyjechał do Krakowa, ale – póki byli narzeczonymi – nie miał prawa wstępu na Wawel. Spotykali się więc – w gremialnym otoczeniu swoich dworów i służb – na mieście, a konkretnie w wypełnionej suto zastawionymi stołami i muzyką taneczną sali, którą udostępnili gościnnie w swym klasztorze… bracia franciszkanie. Jednak na horyzoncie historii pojawiła się wizja upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu: chrztu oraz włączenia w orbitę tradycji europejskiej Litwy a jednocześnie odebrania lauru zasługi w tym względzie zakonowi krzyżackiemu. Zaczęli więc panowie lobbować u Jadwigi małżeństwo z litewskim Jagiełłą. Cóż, że serce oddane Wilhelmowi, skoro gdy rękę oddać Jagielle, przyprowadzi się go do chrzcielnicy, do ołtarza i na tron polski.

W przekonywanie Jadwigi włączyć się miał sam Pan Jezus. Być może w Jadwiżym wianie znalazł się świeżo urzeźbiony krucyfiks dębowy z lipową figurą Jezusa ukrzyżowanego. Nadnaturalnej wielkości Jezus kolana ma zgięte, głowę w cierniowej koronie w prawo przechyloną, zmyślnie udrapowane perizonium – przepaskę wokół bioder, co wraz z ciemnością wstydliwość Pańską chroni przed oczami bezbożnych. Pełno na ciele Jezusa ran, wybroczyn i krwawych guzów – śladów Męki Pańskiej. Jak można dziecko przecież jeszcze uszczęśliwić tak przerażającym wizerunkiem? To pokłosie wizji świętej Brygidy Szwedzkiej, której zapis objawień ma w swojej biblioteczce wraz z Psałterzem królowa Jadwiga. Brygida notuje wizje Cierpiącego, w których Jezus przyznaje, iż podczas Męski ścierpiał łącznie… 5480 ciosów. Wizji Brygidy budzi przekonanie, podsycone przez świętych Alberta i Tomasza z Akwinu, że Jezus jest niemal tak samo obecny w wizerunku na krzyżu, jak w Najświętszym Sakramencie, od czego później stanowczo odżegna się nauka Kościoła.

Zatem Jadwiga ma w zwyczaju przebywanie twarzą w twarz z Jezusem ukrzyżowanym. Zatem w chwili rozterki sercowo-politycznej pyta: co mam czynić? I Jezus z krzyża jej odpowiada: „Fac quod vides” – czyń jak widzisz! Co się tłumaczy: weź swój krzyż i Mnie naśladuj!

Krzyż świętej Jadwigi w ambicie katedry na Wawelu.

Scena ta, z krzyżem odtąd zwanym cudownym, który przemówił do królowej, przeszła do historii. Krzyż wawelski pielęgnowano. W swoim czasie zasłonięto go półprzezroczystym kirem, a na początku XIX wieku zaszmelcowano (jak pisze profesor Koneczny) w ramach prac konserwatorskich, przez co stracił sugestywne, choć pewnie z czasem wyblakłe kolory i przyjął charakterystyczną czarną płeć. Krzyżowi, uchodzącemu za najcenniejszy zabytek wawelskiej katedry, zbudowano w w ambicie (obejściu prezbiterium) ołtarz tryptykowy, którego skrzydła zgryzł ząb czasu. Na jednym z nich był wizerunek królowej Jadwigi, rozmawiającej z Ukrzyżowanym. Malunek ten odtworzył profesor Jan Bruzda, autor całego cyklu obrazów, ukazujących życie świętej Jadwigi. Jan Bruzda wraz z żoną Marią – oboje przez niemal 70 lat związani z Politechniką Krakowską – byli wielkimi czcicielami, propagującymi kult świętej Jadwigi. Zmarli oboje w odstępie zaledwie kilku godzin 13 stycznia 2025 roku.

Jadwiga wcześnie przyjęła koronę, wcześnie za mąż poszła i wcześnie zasnęła snem wiecznym. Dopiero dwanaście lat po ślubie z Jagiełłą znalazła się przy nadziei. Wieść o stanie błogosławionym polskiej królowej obiegła Europę, a na przyszłego ojca chrzestnego zgłosił się… papież Bonifacy IX, wielki przyjaciel królewskiej rodziny, popierający chrystianizację Litwy z pominięciem zakonu krzyżackiego, sygnatariusz erekcji wydziału teologicznego na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz ten, który kanonizował Brygidę Szwedzką. Bonifacy zawczasu przysłał do Krakowa swojego plenipotenta. Na jego cześć nowo narodzonej Jagiellonównie nadano imiona Elżbieta Bonifacja. Jednakże dzieweczka wkrótce zmarła. A cztery dni później w jej ślady niebawem poszła w stronę bram niebiańskich także sama królowa Jadwiga.

Obraz profesora Jana Bruzdy według sztychu tryptykowego dawnego ołtarza krzyża świętej Jadwigi.

Żal za przedwcześnie, pewnie od gorączki połogowej, zmarłą królową przerodził się w kult jej pamięci. Królową pochowano wraz z Elżbietą Bonifacją w katedrze. Już ćwierć wieku po tym zaczęto starania około beatyfikacji, ale te utknęły gdzieś w czasoprzestrzeni. W 1905 roku w krakowskim kościele Mariackim padły słowa „zbudźmy Jadwigę”. Wypowiedział je ksiądz – późniejszy biskup – Władysław Bandurski. Ze względu na ogniste kazania patriotyczne, nazywano go Drugim Skargą. To on cztery lata wcześniej odprawił Mszę na Giewoncie i poświęcił stojący tam krzyż. Natenczas w kościele Mariacki była Msza święta na rocznicę przysięgi Kościuszki. W kontekście „obudzenia Jadwigi” padło także wezwanie do uroczystego obchodu pięćsetlecia zwycięstwa pod Grunwaldem, co miało przyjść za pięć lat. Jadwigę zaczął budzić sam ksiądz Bandurski w kazaniach i publikacjach. Zgromadził sporą dokumentację o niej, zwaną „tekami Bandurskiego”. Ale papiery spłonęły w powstaniu warszawskim. O Jadwigę upomniał się kardynał Sapieha. Watykan odmówił jednak nadania toku sprawie, ze względu na lichość materiału innego, poza tradycją. Sam pamiętam czasy studiów teologicznych, gdy oficjalnie mówiono o Jadwidze „zwanej błogosławioną”. I w jej przypadku to odwieczne przekonanie o świętości stało się czynnikiem decydującym o oficjalnym ogłoszeniu Jadwigi przez Jana Pawła II najpierw w 1987 roku błogosławioną, a w roku 1997 świętą. Kanonizacja miała miejsce podczas papieskiej Mszy świętej na krakowskich Błoniach. To była pierwsza w historii kanonizacja na polskiej ziemi.

[Na obrazku zestawiłem witraż okienny św. Jadwigi z kościoła św. Jana Chrzciciela w Bielsku-Białej Komorowicach oraz obraz profesora Jana Bruzdy według sztychu tryptykowego i sam krzyż z katedry na Wawelu – te dwa ostatnie zdjęcia z domen publicznych]