…ujrzał diakon Szczepan w Jerozolimie. Mnie spotkało to samo. Tyle, że w Paryżu.
Drabinę sięgającą otwartego nieba ujrzał patriarcha Jakub. Aniołowie wznosili się po niej i opuszczali w dół. Z otwartego nieba Najwyższy mannę spuścił na ziemię, by nakarmić pustynnych wędrowników. Niebo się otwarło, gdy Jezus wstąpił w wody Jordanu, by przyjąć chrzest i wziąć na siebie brud grzechów, pozostawiony przez tych, co zanurzyli się tutaj przed Nim. Owarte niebo i zasiadającego w nim Syna Człowieczego zobaczył Szczepan gdy pierwsze kamienie poleciały w jego stronę. A potem Jan Ewangelista, spisujący swoją Rewelację czyli Objawienie.

Tak samo jak Szczepan i Jan zaglądają do otwartego nieba ci, którzy stają przed frontonem paryskiej Notre Dame. Nad bocznymi bramami są sceny z życia Maryi – od ofiarowania do świątyni aż po ukoronowanie w chwale. Na środku zaś zasiada Syn Człowieczy i odbywa sąd. U stóp Jego tronu Michał Archanioł i Lucyfer trzymają wagę i odmierzają uczynki tych, którzy wstępują na sąd z Otchłani. Błogosławieni stają po prawicy Syna Człowieczego. Bo był głodny – a dali Mu jeść, spragniony – a dali Mu pić, nagiego przyodziali. Przeklęci kierują się w lewo, w ogień nieugaszony. Bo w żadnym z głodnych, spragnionych i nagich nie rozpoznali Syna Człowieczego. Przyglądają się temu na zakrzywionej, spiczastej arenie łuków otaczających bramę święci i błogosławieni. To jest otwarte niebo właśnie.

Stoję przed katedrą Notre Dame i myślę: żeby napełnić serce niebem trzeba zamknąć usta i otworzyć oczy.
