Po co Jezus zabiera uczniów w góry? Żeby ich przeegzaminować. A oni raz za razem oblewają.
Pierwszy oblany przez uczniów egzamin ma miejsce w Galilei. Zaraz po wygłoszeniu kazania, które zaczęło się od ośmiu błogosławieństw, Jezus mówi: dajcie im jeść. A oni na to, że nie mają tyle pieniędzy ani chleba. Oblewają egzamin z zaufania.
Potem jest Przemienienie. Zamiast zachwycić się nieziemskim blaskiem Mistrza, zaczynają kombinować ze stawianiem na górze namiotów – żeby ich owa jasność nie przeniknęła, nie rozświetliła ich małości. Oblewają egzamin ze sztuki zachwytu.
Kolejno przypada egzamin w izbie na górze – Wieczerniku. Jeden z nich nie pozwala sobie umyć nóg i oblewa egzamin z pokory. Drugi wychodzi przed czasem, jakby przy sprawdzianie oddał pustą kartkę, nawet nie podchodząc do egzaminu z lojalności.
Następnie jest jeszcze gorzej: Góra Oliwna. Najpierw beztroskie przysypianie na wykładzie – gdy Jezus się modli. A potem groteskowy pojedynek miecza z uchem i ucieczka – jakby obrażony student wypadł z sali egzaminacyjnej, trzaskając drzwiami. Oblany egzamin z empatii i wierności.
Ale najgorzej poszedł egzamin na golgocie: uczniowie się po prostu nie stawili. To już nie wygląda jak oblany egzamin, ale raczej skreślenie z listy słuchaczy.
Na szczęście przyjdzie czas poprawek. Niektóre uda się zaliczyć jak na uczelnianym korytarzu – w drodze do Emaus. Inne w wieczerniku: podejdź, dotknij ran, włóż rękę do mego boku!
Nikt nie powiedział, że na studiach będzie łatwo. Ale wszyscy widzą, że było warto.
[Obraz: Mąż Boleści – Luis de Morales, zwany El Divino, 1560]
