Dlaczego noże stołowe nie są spiczaste?
Najpierw z kamienia, potem z metalu, na ostatek z różnych dziwnych tworzyw – nóż jest bodaj najstarszym i najbardziej wszechstronnym narzędziem w ręku człowieka. W zasadzie im bardziej ostry nóż, tym lepszy. Z jednym wyjątkiem: ktoś się bowiem uparł, by noże stołowe specjalnie stępić, zwłaszcza na końcu. A najlepiej ten koniuszek zaokrąglić. Kto? Pewien kardynał.
A dokładnie kardynał Armand-Jean Richelieu, francuski diuk i premier. Czym się zajmował – można sobie w wolnej chwili doczytać. W każdym razie szanse na beatyfikację ma takie same, jak na Pokojową Nagrodę Nobla. A jednocześnie nie można mu odmówić niewątpliwych zasług, w tym również tej, która stanęła na ostrzu noża.
Jako pierwszy minister Ludwika XIII zasiadał do stołu w gronie wysoko urodzonych i jeszcze wyżej posadzonych. Cóż, skoro – jak widzimy i dziś – bogactwo i władza rzadko chodzą pod rękę z kulturą. Jej brak piekielnie raził kardynała. Najbardziej irytowało go to, jak współbiesiadnicy obchodzili się przy stole z nożem. Zamiast na czas nieużywania odłożyć go na stół, korzystając z ostrości narzędzia wbijali nóż w pieczeń albo bochenek chleba – to jeszcze pół biedy – ale często również z blat kardynalskiego stołu, dziurawiąc obrus i mebel. Jakby tego było mało, po posiłku bractwo zwykło wydłubywać resztki jadła spomiędzy zębów także przy pomocy noży. W końcu Richelieu się wściekł, wezwał szlifierza i kazał osełką końce nożów spiłować na okrągło i stępić. Żeby nikt noży w pieczyste ani w blat stołu nie wbijał jako też nie używał noża zamiast wykałaczki.
Podobno na kardynalskim stole tępe noże pojawiły się na początku lat 30. XVII wieku. A cztery dekady później, niesione falą powszechnej mody – wszak przykład idzie z góry – zagościły, jeśli nie we wszystkim domach, to przynajmniej w pałacach i dworach zrazu Francji, a później także reszty świata.
A więc gdy smarujesz chlebuś masełkiem, albo siłujesz się z niedzielnym kotletem albo roladką, dzierżysz wówczas coś kardynalskiego – nie kapelusz czy pastorał, ale nóż. A jeśli do tego masz w zasięgu wzroku stolik albo ławę, a na niej obrusik z haftem Richelieu, to już zupełnie Francja-elegancja!
