Człowiek całe życie patrzy i nie widzi. A potem się dziwi.
Fatima. Niedzielna Msza święta w bazylice Trójcy Świętej. Kościół jest halą z ołtarzem, krzyżem i mozaiką przedstawiającą niebo. Na hali amfiteatralnie ułożone ławki, w których jest osiem i pół tysiąca miejsc siedzących. Wychodzimy do ołtarza. Księży jest pięciu. Ławki są zajęte – na oko – w osiemdziesięciu procentach. A więc na pewno ponad sześć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci.
Przychodzi czas Komunii świętej. Na ołtarz przynoszą cztery tace – w sumie czterdzieści cyboriów – kielichów z Komunią świętą. W pierwszych ławkach siedzą siostry zakonne a także panie i panowie ozdobieni fioletowymi szarfami. Podchodzą do celebransa. Ten wręcza im kielichy, a oni i one idą w głąb kościoła z Komunią, która i tak trwa około kwadrans.
Gdybyśmy sami księża jej udzielali, zajęłoby to dwie godziny. Więc rozumiem pomoc nadzwyczajnych szafarzy. Choć coś we mnie w środku wierci niepokojem: wychowanie, przyzwyczajenie, nabyte przekonanie.
I trwa ów niepokój, aż do powrotu na ojczyzny łono. Idę do kościoła. A tam w sam raz czwarty grudnia. Więc ołtarz świętej Barbary – na przekór Adwentowej powściągliwości – umajony. A ona sama o miecz, którym ją ścięto, się opiera, a w ręku trzyma cyborium i hostię unosi. Taką ją zobaczył nasz Stanisław Kostka, gdy mu – w Wiedniu, kiedy zachorował, a mieszkał w domu protestanta Kimberkera, który do domu księdza wpuścić nie pozwolił – Komunię osobiście, w asyście aniołów przyniosła i do ust podała.
A więc nie trzeba jechać do Fatimy, żeby kobietę z Komunią świętą zobaczyć. Wystarczy wizerunek świętej Barbary w naszym kościele znaleźć. Człowiek całe życie patrzy i nie widzi. A potem się dziwi.
[Foto zmontowałem z bazyliki Trójcy Świętej w Fatimie oraz obrazu świętej Barbary z kościoła pod jej wezwaniem w Mikuszowicach Krakowskich]
