Oburzający zabobon pochodzi z… Biblii. O zgrozo!
Nawet jeśli kto wierzącym jest, nie zaszkodzi niemowlęciu na łóżeczku albo wózku przywiązać czerwoną wstążeczkę. Podobno chroni od złego i sprzyja także tym, którzy nie wierzą w jej ochronne działanie, hehe.
Żarty na bok. Czerwona wstążeczka wywodzi się bowiem z Księgi Rodzaju (Rdz 38) i historii niejakiej Tamar („Palma”), o której mówi się, że była córką Melchizedeka. Tamar stała się brzemienną za sprawą swojego teścia Judy, którego uwiodła podając się za nierządnicę, skrywając swą twarz maską. Juda miał dwóch synów chuliganów. Pierwszy – Er – nie zdążył mieć dziecka z Tamar, drugi – Onan – nie chciał, więc Najwyższy pokarał ich śmiercią. Trzeciego – Szeli – Juda bał się jej dać za męża. Więc zamaskowana i przebrana Tamar uwiodła teścia. Gdy nadszedł czas porodu, okazało się, że to bliźnięta. Poród zaczął się od tego, że jedno z nich wysunęło rączkę. Położna zawiązawszy na tej rączce czerwoną wstążkę, myśląc, że urodzi się pierwszy. Ale rączka zniknęła z powrotem we wnętrzu Tamar i jako pierwszy urodził się jednak ten drugi. Ów z czerwoną wstążką na rączce, to był Zerach (Gwiazda, która wzeszła), a ten co się wcisnął jako pierwszy, to Peres (albo Fares – Przerwanie – bo pierwszy „przedarł się do wejścia”). Zarówno Tamar jak i obu synów bliźniaków wymienia święty Mateusz w księdze rodowodu Jezusa (Mt 1,3).
Czerwoną wstążkę przywiązywano także do kozła ofiarnego, na którego głowę ludzie kładli dłoń, wyznając swoje grzechy. Miało to unaocznić słowa Izajasza: Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna (Iz 1,18).
Ludzie Starego Testamentu obawiali się „ajn hara” – złego albo zawistnego oka. Pierwsza Księga Samuela opowiada o Dawidzie, który przymierzył zbroję króla Saula zanim ruszył na pojedynek z Goliatem. Zdjął ją natychmiast, tłumacząc, że do zbroi jest nienawykły. Rabini mówią, że zrobił to dlatego, że Saul obrzucił go zawistnym spojrzeniem – ajn hara. Jakub wysyłając swych synów po zboże do Egiptu pouczał ich, by unikali tłumu i rozgłosu, by nie pchali się przed zawistne oczy.
W „Kasrylewce” Szołem Alejchema można wyczytać, o powszechnie używanym zwrocie „kejn ajn hore” – „bez złego oka”, stosowanym tak samo, jak nasze „uchowaj Boże” albo „nie daj Bóg”. Mówiło się na przykład: czuję się znakomicie, kejn ajn hore albo zarobiłem dużo pieniędzy, kejn ajn hore.
Właśnie przed zawistnym okiem miały służyć amulety. Najpierw sól. Jako substancję, która nie ulega zepsuciu, wieszano ją na szyi w małym woreczku. Dalekim echem takiego traktowania soli było jej użycie podczas chrztu (kilka ziarenek kładziono niemowlakowi na języku) czy święcenia wody. Następnym dobrym znakiem jest „chamsa” – otwarta dłoń. Można ją dziś kupić jako zawieszkę czy naszyjnik niemal na każdym straganie z pamiątkami w Ziemi Świętej. Podobną rolę odwracania zawistnego spojrzenia miała mezuza – pojemniczek z cytatami z Biblii przytwierdzony do framugi drzwi wejściowych. Kolejnym amuletem jest właśnie czerwona wstążeczka. Żydowskie matki trzykrotnie obwiązywały nią rączkę dziecięcia, na pamiątkę tego, co zrobiła położna przy Tamar.
Jeżeli będą wam mówić, że jej rodowód związany jest z krwią, z życiem, z jakimiś mamunami czy innymi boginkami, które miały podmieniać dzieci w kołyskach, śmiejcie się z tego: czerwona wstążeczka z Biblii pochodzi i basta! Swoją drogą z tego rodzaju zabobonami walczyli nie tylko księża ale też szanowani rabini i mędrcy z Majmonidesem na czele.