Święty od polityków

Był człowiekiem dobrego humoru, który stracił głowę… dla żony króla.

Taka jest historia wspominanego w kalendarzu liturgicznym 22 czerwca świętego Tomasza Morusa. Praktykowanie w charakterze wziętego adwokata, a następnie kariera polityczna – od dyplomacji aż po funkcję skarbnika i kanclerza królestwa – nie przeszkodziły mu w budowaniu głębokiej wiary. Z tego powodu został ogłoszony patronem polityków i mężów stanu.

Król Henryk VIII, angielski „papież”.

Był mężem i ojcem. I stracił głowę dla żony króla Henryka VIII. Ale nie tak, jak myślicie. Historię Henia i jego sześciu żon znacie, więc nie ma o czym mówić. W każdym razie kiedy król zapałał afektem do drugiej z kolei małżonki i zaczął zabiegać o unieważnienie związku z pierwszą małżonką, okazało się, że miejscowy biskup nic tu nie może zdziałać, jeno sam papież. Tymczasem papież Klemens VII uznał, że małżeństwo Henia z pierwszą żoną jest okej i nie ma w nim nic do unieważnienia. Więc Henio się obraził i ogłosił, że odtąd on sam będzie papieżem, czyli widzialną głową Kościoła, przynajmniej w swoim królestwie. I zażądał lojalki od angielskich księży oraz polityków. Żeby uznali, że on jest tą głową Kościoła oraz że dzieci z drugiego małżeństwa będą miały prawo do dziedziczenia korony, a nie te po pierwszej żonie. Nie wszystkim się to spodobało. Przysięgi na wierność królowi w tym względzie nie złożył biskup Rochester Jan Fisher. Za co został uwięziony. Kiedy siedział w lochu papież obdarzył go godnością kardynalską, co tylko dolało oliwy do ognia. Wreszcie został ścięty właśnie 22 czerwca 1535 roku – i w tym dniu także jest wspominany w kalendarzu kościelnym.

Egzekucja Tomasza Morusa.

Tomasz Morus, widząc co się święci, złożył dymisję z urzędu kanclerskiego. Mimo to poproszono go złożenie stosownej przysięgi, dotyczącej nie tylko dziedziczenia tronu przez dzieci z drugiego małżeństwa króla Henia, ale również ewentualnej zwierzchności innego, poza królem, władcy – wiadomo, że chodziło o papieża. Morus odmówił. Uwięziony, po pewnym czasie doczekał się skrócenia o głowę, którą – odjąwszy ostrym narzędziem od reszty ciała – kat umieścił na Moście Londyńskim, gdzie przez miesiąc tkwiła na widoku, służąc jako przykład do odstraszania niepokornych.
Potem córce Tomasza – Małgosi – udało się tę nieszczęsną głowę odzyskać i godnie pochować.

Biskup, a tuż przed egzekucją jeszcze kardynał Jan Fisher.

Tomasz kumplował się z tęgimi głowami swojej epoki. Między innymi z Erazmem (czy to imię da się jakoś zdrobnić? Er? Erek? Razmek?) z Rotterdamu. Ów jemu właśnie dedykował prześmiewczą i przewrotną „Pochwałę głupoty”. Z tym, że przyjaźń ostygła nieco, gdy Erazm zaczął skłaniać się ku Lutrowi i wszelkim ruchom reformatorskim.

Erazm z Rotterdamu, przyjaciel Morusa.

Tomasz Morus zostawił po sobie trochę różnych pism, dłuższych i krótszych. Do dłuższych należy jego „Utopia” – o wyspie, na której powstało idealne państwo. Do krótszych – po wielekroć powielana modlitwa o dobry humor. Ale – ponieważ jest fajna i na czasie – pozwalam sobie na koniec ją przytoczyć. Może komuś wpadnie w oko. I humor poprawi:

Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem,
a również czymś, co mógłbym strawić.
Daj mi zdrowie ciała i dobry humor,
by móc je zachować.


Daj mi, Panie, duszę prostą, która potrafi
uznać za skarb wszystko, co jest dobre
i która nie zlęknie się widokiem zła,
ale raczej znajdzie sposób,
by doprowadzić wszystko na swoje miejsce.


Daj mi duszę, która nie zazna nudy,
zrzędzenia, westchnień, lamentów
i nie pozwól, bym zbytnio martwił się zawalidrogą,
która nazywa się „ja”.


Daj mi, Panie, poczucie humoru.
Udziel mi łaski zrozumienia żartu,
by odkryć w życiu trochę radości
i by móc użyczyć jej innym.


Amen.

[wszystkie ilustracje z sieci]