DRZEWIARKA

Można zaśpiewać: w kinie w Lublinie, w Kłaju w tramwaju, w Parczewie na drzewie… cudu nie ma i nie będzie!

Jesteśmy niewolnikami tomistycznej definicji, która określa cud jako takie działanie Boga, które przekracza prawa natury. „Przekraczanie” praw natury nie oznacza ich łamania lub odrzucenia. Tutaj trzeba być precyzyjnym.

Spójrzmy na cuda, jakie czyni Jezus. Najpierw przemiana wody w wino – pierwszy znak na godach w Kanie Galilejskiej. Czy Jezus odrzuca prawa natury? Nie. Wino powstaje z wody w połączeniu z kilkoma jeszcze innymi czynnikami: słońcem, powietrzem, minerałami i biologiczną naturą winnego krzewu. Winny krzew w naturalny sposób przemienia wodę w wino. Jezus w Kanie wchodzi w rolę winnego krzewu, a później sam o sobie powie „Ja jestem Krzewem Winnym”. Gdyby Jezus przemienił w wino ropę naftową, albo piasek – wówczas mielibyśmy do czynienia ze złamaniem a nie przekroczeniem praw natury.

Weźmy jeszcze inny przykład: rozmnożenie chleba. Jezus karmiący w cudowny sposób tłumy, bierze już gotowy chleb, łamie go i podaje uczniom a uczniowie ludziom. To naturalny sposób karmienia – bierze się chleb i się rozdaje. Prawo natury zostaje przekroczone – bo tego chleba powinno wkrótce zabraknąć – ale nie złamane. Szatan zaraz na początku próbował Jezusa namówić do takiego właśnie „cudu”: „powiedz tym kamieniom, niech się staną chlebem”. Jezus stanowczo odmawia. Co szkodziło Jezusowi, żeby popisać się taką umiejętnością? Szacunek dla prawa natury. Zamiana kamienia w chleb byłaby jego pogwałceniem. No w naturalny sposób chleb może skamienieć. Ale do uczynienia chleba potrzebne jest ziarno.

W zasadzie każdy z biblijnych cudów jest zgodny z prawami natury: płonący krzew, woda płynąca ze skały, burza, która się ucisza i człowiek wracający do zdrowia. Te znaki nie przeczą prawom natury, a jedynie boską mocą je przekraczają czy też rozszerzają, pokazując, że Bóg, który je ustanowił, panuje nad nimi. Co więcej – tą umiejętnością dzieli się w pewnym zakresie z człowiekiem, który poprzez posiadaną wiedzę, choć zaledwie w małej części w porównaniu ze Stwórcą, może zapanować nad naturą – od wałów przeciwpowodziowych poprzez sztuczne nawadnianie aż po lekarstwa i resuscytację.

W tym kontekście szukanie tanich i porywających sensacji w rodzaju wizerunku matki Boskiej na czerwonym dębie, jawi się jako nie tyle naiwność, co słabość wiary, która rozpaczliwie szuka argumentów. Bowiem stara prawda głosi, że człowiek, który nie wierzy w Boga, jest gotów uwierzyć we wszystko.

Żeby nieco odciążyć powyższy wywód pozwolę sobie uszanować osobiście naturalną mi skłonność do odrobiny dobrego humoru i przytoczyć stary żydowski dowcip. Rabin opowiadał swoim uczniom historię drwala, który pracując w głębi lasu, znalazł pewnego razu porzucone niemowlę, płaczące z głodu. Odłożył siekierę i westchnął: „Najwyższy, pomóż!” I oto Pan Niebios sprawił, że drwalowi wyrosła pierś, którą nakarmił płaczące niemowlę.

– Rebe – przerwał opowieść jeden z uczniów. – A czy Najwyższy nie mógł sprawić, że drwal znalazł na przykład pięć rubli, zaniósł dziecko do wioski i wynajął za te pieniądze dla niego mamkę?

– Oj Mosze, Mosze, jak ty nie myślisz – żachnął się rabin. – A po co Najwyższy ma szastać pieniędzmi, kiedy on może sprawić, że drwalowi wyrośnie pierś?

To tyle w temacie rzekomego cudu na drzewie w Parczewie. A jeżeli ktoś jest chętny na liście z owego dębu – po podobno już się na Allegro czy jakimś innym Amazonie pojawiły – to osobiście mam do zaoferowania kilka kropel potu, które uronił święty Jerzy walcząc ze smokiem, naparstek oleju, w którym próbowano usmażyć Jana Ewangelistę, kilka kawałków rdzy z kluczy Piotrowych i kraty, na której przypiekano świętego Wawrzyńca tudzież drzazgę z drabiny, która śniła się patriarsze Jakubowi. Tanio. Polecam.