6 grudnia 2021

Dziś z rana pochowałem Krzysia. Albo Krzysię.

To było tak maleńkie dziecko, że jeszcze nie wiadomo – chłopczyk czy dziewczynka. Zmieściło się w pudełeczku obłożonym czerwonym pluszem. Wyglądało jak takie, w jakim nowożeńcy przynoszą obrączki do ślubu.

Ojciec trzymał pudełeczko w dłoni. A ja poprószyłem je szczyptą ziemi.Pan z zakładu pogrzebowego położył pluszową trumnę w betonowej niszy, mniejszej niż domek dla lalek. To grobowiec dla dzieci, które umarły zanim się urodziły. Inkubator zmartwychwstania.

Mama Krzysia albo Krzysi położyła obok bukiecik jesiennych kwiatów.
– Krzysiu, Krzysiu – pomyślałem – tylko im całego uśmiechu nie zabieraj ze sobą do nieba…

Dlaczego dzieci umierają? Na to pytanie, jak na każde inne, jest odpowiedź. Na pewno. Tylko się gdzieś ukryła. I nikt jej jeszcze nie znalazł.

Akurat dziś przypada Dzień Dziecka Utraconego. Ktoś obliczył, że gdyby dziecko poczęło się 1 stycznia, powinno się urodzić 15 października. Stąd taka data. Umowna.[zdjęcie sam zrobiłem, kiedyś, gdzieś]