W biały dzień, w centrum Paryża przyłapałem dwie Cefałki na ulicznym wyścigu – u nas takie są nielegalne.
Z założenia Citroen 2CV miał być parasolem na kółkach. Skonstruowano go tak, żeby pomieścił cztery osoby i kosz z kopą jaj. Sprężyny stanowiące jego zawieszenie wybierały nierówności w ten sposób, że na przeciętnej drodze ani jedno się nie stłukło. Samochód kiwal się przy tym tak charakterystycznie, że przezywano go „Kaczką”.
Samochód oznaczono symbolem 2CV. Tak nazywała się kategoria opodatkowania wozu chłopskiego ciągnionego przez dwa konie (przepisy fiskalne nie nadążały za rozwojem powojennej motoryzacji – samochody opodatkowywano analogicznie do pojazdów zaprzęgowych).
Chociaż Citroen 2CV uchodził za najbrzydszy samochód świata, dla Francuzów stał się „Mon Petit” – Maluszkiem, który zmotoryzował ich kraj.
