Najpierw był „Raport” oraz Rycerstwo Krzyża i Miecza.
Tydzień przed zakończeniem I wojny światowej – 4 listopada 1918 roku – polski pułk piechoty oswobadza Częstochowę. Około godziny 21.00 panowie tłoczą się w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze. Odrabiają kolejną lekcję zmierzającą w stronę Apelu. Dowodził nimi podporucznik Artur Wiśniewski, którego Sowieci zamordują później w Katyniu. To jaskółka, zwiastująca przyszły zwyczaj.
W lipcu 1930 podporucznik Władysław Polesiński odbywa lot ćwiczebny na trasie Lwów – Kraków. Jest już prawie u celu, na wysokości dzisiejszej Nowej Huty, a lotnisko wojskowe jest wówczas w Rakowicach, między cmentarzem a Prądnikiem Czerwonym (kto zna Kraków, chociaż dzisiaj to wszystko jest zabudowane). Coś niedobrego dzieje się z silnikiem. Polesiński schodzi na pułap 200 metrów, ale samolot gwałtownie traci ciąg. Jezu, ratuj! – woła w myśli pilot. Cudem sadza maszynę na polu. Jakiś głos wewnętrzny mówi: uciekaj, uciekaj! Wywleka z kabiny nawigatora. Ledwie odeszli parę kroków, gdy powietrze przeszywa potężna eksplozja: samolot staje w płomieniach. Jest godzina 21. Dwa dni później żona – Janina – opowie mu, że nie wiedząc dlaczego tak strasznie gorąco prosiła Matkę Boską Częstochowską, żeby mu się nic nie stało. I nic się nie stało. W miejscu wypadku i ocalenia dziś stoi pamiątkowy krzyż.
Polesiński przeżywa religijną odnowę. Zakłada świecki, trochę na żołnierską modłę zakon Rycerzy Krzyża i Miecza. Członkowie odmawiają modlitwę Maryjną codziennie o 21. Potem, w 1939 Polesiński będzie bronił Warszawy. Będzie przemawiał w audycjach radiowych, zabierając głos zaraz po prezydencie Starzyńskim. Niemcy zestrzelą jego samolot z armaty przeciwlotniczej. Przeżyje ciężko ranny. Zabiorą go do szpitala dla jeńców, nie wiadomo gdzie. Nie wróci żywy.
W czasie wojny w Warszawie działają konspiracyjnie z młodzieżą księża: Cieślak (pallotyn) i Kisiel (jezuita). Zachęcają do codziennej modlitwy wieczornej. Nazywa się to „Raportem Rycerskim” – żeby stawić się przed Najświętszą Panienką. Udaje się wydrukować i rozprowadzić wśród wiernych milion obrazków Matki Boskiej Częstochowskiej. Na rewersie jest napis: „Apel jasnogórski o 9 wieczór. Matko Najświętsza, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”. Słowo „apel” lepiej brzmi niż „raport”, więc tak już zostaje.
Historia Apelu zbliża się do finału. Rok 1953 papież ogłosił rozpoczęcie Roku Maryjnego, w stulecie ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. 8 grudnia ma nastąpić jego inauguracja. W tym dniu o godzinie 21.00 do kaplicy obrazu Jasnogórskiego schodzi się pięć osób: trzech paulinów i dwie „Ósemki” – tak nazywają się panie z Instytutu Prymasowskiego. Odprawiają pierwszy w historii Apel Jasnogórski. Gdyby nie prymas w więzieniu, kto wie, czy mielibyśmy Apel. Właśnie mijają 73 lata nieprzerwanej modlitwy wieczornej.
Nie jest pewne, kto właściwie wymyślił tę modlitwę: jestem – pamiętam – czuwam. Daje do myślenia. Jestem – mówi święty, ten, który jest blisko. Pamiętam – woła syn marnotrawny, który się oddalił, sprzeniewierzył swoją część majątku. Czuwam – deklaruje każdy, kto chce wypełnić testament wypowiedziany przez Nią podczas godów w Kanie: zróbcie wszystko, co wam powie. Czuwać – to znaczy nadstawiać uszu, żeby w każdej chwili być gotowym do napełnienia stągwi wodą.
[Obrazek znalazłem na Oleksikówce w Jasienicy – z błogosławieństwem dla parafii, podpisanym 26 sierpnia 1965 roku na Jasnej Górze przez Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Prymasa Polski]
