Wszyscy myślą, że chodzi o to, by przestać grzeszyć. Ale w nie w tym rzecz.
Zacznijmy od źródeł. „Nawracajcie się”, to pierwsze wezwanie, jakie do słuchaczy kieruje najpierw Jan Chrzciciel, a potem Jezus. W Nowym Testamencie blisko 60 razy jest mowa o nawróceniu. Najczęściej spotkać można greckie słowo „metanoete” (nawracajcie się) i „metanoia” (nawrócenie).
Tworzy je zbitka dwóch innych słów. „Noeo” oznacza myślenie, używanie rozumu. A poprzedzające je „meta” tłumaczy się jako zmianę, przemiana albo wyjście poza coś. „Metę” znamy z innych polskich słów. Metamorfoza – to zmiana wyglądu albo kształtu. Metabolizm – to przemiana materii. Metafizyka – to wyjście poza fizyczność, świat cielesny.
Janowe i Jezusowe „metanoete” oznacza więc nie tylko zaprzestanie czegoś złego, ale w ogóle zmianę myślenia, oderwanie od dotychczasowych poglądów, przewartościowanie. Opowiadał mi kiedyś pewien terapeuta, gdy go zapytałem o skuteczność terapii ludzi pogrążonych w narkotyki, że jest ona statystycznie niewielka. A to dlatego, że jeśli się oczyszczą i odtrują, to później i tak wracają w to samo środowisko i problemy. Żeby wrócić do czystości i trzeźwości, musieliby zmienić otoczenie, wyjść poza dotychczasowe okoliczności i układy. To jest właśnie istota nawrócenia: iść jak Mędrcy ze Wschodu wracający z Betlejem inną drogą.
Dzielę się z Wami fajną średniowieczną miniaturą. Oto Mędrcy ze Wschodu wracają inną drogą, to znaczy… morską, a nie jak szli pierwej przez pustynię na wielbłądach. Można? Można!
