Komar na nosie

Wielbłąd raczej nikogo nie zabije. Komar – przeciwnie – blisko pół miliona ludzi rocznie.

Nasz Jan Kochanowski pisał: „Prawa są równie jako pajęczyna: wróbl się przebije, a na muszkę wina” (tak, tak – „wróbl”, to nie jest literówka). Często ów cytat – sparafrazowany, przeinaczony i niedokładny – pojawia się na ustach krytyków praktyki prawnej, która surowo karze za niewielkiej wagi wykroczenia i przestępstwa a pobłażliwie spogląda na wielkie afery. Stąd bierze się powiedzenie: jak kraść – to miliony, jak spadać – to z wysokiego konia…

Jezus znacznie wcześniej zauważył i napiętnował ów mechanizm: „Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda!” (Mt 23,24). Tutaj dysproporcja jest jeszcze większa. Wystarczy uświadomić sobie fakt, iż porównując masę obu zwierzątek, jeden wielbłąd waży tyle, co blisko… pół miliarda komarów.

Wielbłąd jaki jest – każdy widzi. W Biblii stanowi doskonały środek transportu. Jest swego rodzaju jednostką monetarną: poprzez wielbłądzią populację Pismo święte kilkakrotnie opisuje potęgę i bogactwo jej właścicieli. Wełna wielbłądzia jest najlepsza: nie ściera się, nie rozciąga, nie uczula. Dlatego Jan Chrzciciel nosi odzienie z sierści wielbłądziej. Arabowie – inaczej niż Żydzi – piją nawet mleko wielbłądzic. Nie wiadomo, by Jezus podróżował na wielbłądzie.

Czy Jezusa ukąsił kiedyś komar? Pewnie tak. Na świecie jest 3500 gatunków komarów. Tylko niewielka część z nich żywi się ludzką krwią (i to tylko osobniki żeńskie, panowie są spoko). Ale przy okazji roznosi choroby, które zabijają ludzi – pół miliona rocznie na całym świecie. Komar egipski zaraża żółtą febrą, dengą i chorobą Zika. Komar widliszek – dostępny również u nas – odpowiada za głównie za malarię. 20 sierpnia 1897 roku profesor Ronald Ross odkrył, że widliszek nie generuje malarii, ale przenosi ją z człowieka na człowieka. Na pamiątkę tego 20 sierpnia obchodzi się międzynarodowy dzień komara (czego to ludzie nie wymyślą?). Jeszcze sto lat temu Polacy chorowali na malarię. Ostatecznie Europa pozbyła się tej choroby pół wieku temu. Złośliwi utrzymują, iż przyczyniło się do tego spożywanie w celach rekreacyjnych dżinu z tonikiem, gdyż napitek ów zawiera pomocną w walce z malarią chininę. Ale zapewne był też w tym palec Boży.

A, właśnie. Bo przecież komary są bohaterami trzeciej z kolei plagi egipskiej (Wj 8,12nn). Aaron uderzył laską w proch ziemi, a ten zamienił się w plagę komarów, co obsiadły ziemię i zwierzęta. Próbowali powtórzyć tę przemianę prochu w owady czarownicy egipscy, ale nie dali rady, kwitując porażkę krótko, iż stoi za nią „Palec Boży” (Wj 8,15). Jezus odwoła się do tego określenia, gdy zarzucać Mu będą zmowę z szatanem: „A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże” (Łk 11,20).

Arabowie mówią, że kiedy komary działają w zgodzie, powalą słonia. W Afryce dodają, że lew żadnego dużego zwierzęcia się nie boi, tylko od komarów musi się opędzać. A ja w sumie nawet trochę lubię komary. Trochę. Bo dopiero kiedy komar usiądzie mi na nosie przekonuję się, że nie wszystkie problemy można rozwiązać przy użyciu siły.