14 kilometrów owczarni

31 lat temu papież Jan Paweł II przyleciał do Skoczowa. Dzień wcześniej ogłosił świętym pochodzącego stąd Jana Sarkandra.

Wizyta miała charakter nieoficjalny. Papieża nie zaprosiły władze państwowe, tylko miejscowy biskup Rakoczy. Na przedzie siedzieli na krzesłach ustawionych w błocie premier Oleksy i prezydent Wałęsa. Ale oficjalnego spotkania nie było. Tylko przelotny handshake po obiedzie w Bielsku-Białej.

Tym bardziej robi wrażenie skala zaangażowania lokalnych mieszkańców w przygotowanie a potem udział w papieskiej pielgrzymce. Prywatnie wypożyczono kilkuhektarowe pole na skoczowskiej Kaplicówce. Przez trzy tygodnie, dzień w dzień z wyjątkiem niedziel, pięćdziesięciu cieśli grodziło teren, jakby budowali ogromną owczarnię. Zainstalowali 14 kilometrów drewnianych barier, wytyczających sektory dla wiernych. Potem wznieśli trzy drewniane platformy, o łącznej powierzchni 6 arów. Dwa mniejsze przeznaczone były dla chóru i dla mediów. Największy – o wymiarach 12 na 18 metrów – stanowił podstawę ołtarza. Od zaplecza prowadziła na nią czterdziestometrowa pochylnia. Od frontu były szerokie schody. Ołtarz prosty, kształtem przypominał szałas pasterski, wpisany w greckie alfę i omegę – biblijne symbole Jezusa – Początku i Końca. Balustrady ołtarza ozdobiły zielone girlandy, uplecione przez siostry serafitki i parafian z Bielan. U szczytu ołtarza znajdował się herb papieski – krzyż z literą M. Z Hałcnowa przywieziono koronowaną dwa lata wcześnie Pietę. Znalazło się też miejsce na obraz świętego Sarkandra, wymalowany przez ówczesnego proboszcza z Drogomyśla księdza Arkadiusza Knefla.

Spodziewano się sporej liczby biskupów i księży. Z Częstochowy sprowadzono dla nich 120 ornatów i stół. Ponad sto alb uszyto specjalnie na tę okazję. Przekazano je póżniej do podbeskidzkich parafii, podobnie jak świece, palące się na ołtarzu. Tron papieski – góralski zydel z zapleckiem i podłokietnikami – trafił najpierw do andrychowskiego kościoła świętego Macieja, potem do kaplicy na Groniu Jana Pawła II. Ołtarz polowy myślano nawet zachować. Ale konstrukcja była zbyt efemeryczna i nie do wykorzystania na przyszłość, więc ją także zdemontowano. Dziesięć lat po papieskiej wizycie na miejscu ołtarza stanął pamiątkowy obelisk.

Miałem wówczas akredytację dziennikarską. Właśnie udało mi się odgruzować jakieś zapiski i notatki. Stąd te liczby, uzupełnione wspomnieniami dżdżystego poranka i ołowiu chmur, który nieoczekiwanie rozrywa południowa modlitwa Regina Caeli i ludzi, którzy kilka godzin wcześniej gubili buty, wsysane kleistym błotem, a teraz uwalniają się z parasoli i ortalionów wobec cudnego słońca, które nie opuści Beskidów aż do zachodu.