I to nie byle jakiego. Uratował on bowiem życie pradziadka pewnej królowej.
A ów dolomitowy nagrobek dzielnego rumaka Atamana znaleźć można w Bobrku koło Oświęcimia. A konkretnie na niewielkiej polanie parku łączącego pałac niegdyś sapieżyński z kościołem parafialnym. Ale łatwo nie będzie.
Byłem w wieku wczesnoprzedszkolnym, kiedy po raz pierwszy ten nagrobek ujrzałem. Mieszkaliśmy w pobliżu: na parterze ogromnej plebanii, która miała być dominikańskim klasztorem, wydzielono organistówkę, którą z racji gry i śpiewu w tutejszym kościele arendował mój tatuś. Sapieżyński park mieliśmy przed oknami. Gdy rodzice byli zajęci swoimi sprawami, oddawano mnie w troskliwe ręce opiekunek – „babci” Rozalii albo pani Baranowej. Obie dla zdrowotności targały mnie codziennie – rzadziej za rękę, częściej na własnych plecach, po parkowej okolicy. I tak trafiliśmy – raczej wcześniej niż później – na pomnik… konia. Niespełna pół kilometra od kościoła, kilka kroków od ulicy Nowowiejskiej, ułożony jest i obrosły trawą dolomitowy, podłużny, ładnie obrobiony głaz z napisem: „TU LEŻY KOŃ WIERNY TOWARZYSZ WOJNY ŚWIATOWEJ I BOLSZEWICKIEJ 1936”.

Zafascynowany historiami okołomilitarnymi nieustannie zamęczałem panią Baranową, a ona cierpliwie powtarzała historię: jak to pan Sapieha pojechał na wojnę i został ciężko ranny, a koń uniósł go z pola bitwy, życie ratując. W nagrodę, po powrocie do bobreckiego pałacu, koń Ataman – bo tak się wołał – otrzymał honorowe obywatelstwo. Został zwolniony z wszelkich prac, nie wolno go było dosiadać nawet dzieciom, mógł wolno spacerować. Skubał bezkarnie sałatę w warzywniaku, a nawet latem wczłapywał do salonu, ku przerażeniu służby wylizując zawartość cukiernic i podkradając owoce wyłożone na paterach. Pani Baranowa widziała to na własne oczy, bo od najmłodszych lat wraz z kilku innymi miejscowymi dziewczętami zatrudniona została w charakterze opiekunki pańskich dzieci. A kontakt z nimi utrzymywała także po ich wyemigrowaniu do Belgii i na Czarny Ląd po ostatniej wojnie światowej. Ataman żyć i łasuchować po pałacu i przyległościach przestał w roku 1936, stąd data na nagrobku, oznaczającym miejsce końskiego pochówku w parku, w pół drogi między pałacem a kościołem.

Nie jest pewne, pod którym z braci Sapiehów Ataman służył. Najpierw uważano, że pod Adamem Zygmuntem. Potem mówiono o jego bracie Leonie Aleksandrze. Obaj Sapiehowie – bratankowie arcybiskupa krakowskiego Adama Stefana – byli najpierw ułanami, a w połowie pierwszej wojny światowej przesiedli się ze strzemion do kokpitów CK aeroplanów, z kawalerią jednak się nie rozstając. A bitwą, w której Ataman popisał się końską wiernością, była największa bitwa kawaleryjska wojny polsko-bolszewickiej, rozegrana pod Komarowej nieopodal Zamościa 31 sierpnia 1920 roku, tuż po Cudzie nad Wisłą. Ataman sam rannego Sapiehy na swój grzbiet nie powziął. Podobno poranionego wsadził na koń inny kawalerzysta Józef Pietras. Ale faktem jest, że koń swego pana z pola bitwy w bezpieczne miejsce uniósł.
Niestety nagrobek pozostaje dziś w znacznie lepszym stanie, niż sam pałac Sapiehów i park go otaczający. W pałacu, o ile pamiętam, urządzono najpierw siedzibę Rady Narodowej, potem było tutaj przedszkole, do którego jednak rodzice nie dali mi uczęszczać, przedkładając na nie „babcię” Rozalię i panią Baranową. Obiekt stał się państwowy, czyli niczyj. Ząb czasu zaczął gryźć, wybijać szyby, rozkradać klamki i deski parkietów. Znalazł się jakiś prywatny nabywca. Pojawiły się wielkie plany. Skończyło się jak zwykle – na niczym. Byłem niedawno. Zakradłem się do parku dawnym czerwonym szlakiem pieszym. Znalazłem pomnik konia. Reszta – nawet drzewa z tabliczkami „pomnik przyrody” – pałac, zabudowania czworaków – to zmumifikowane gruzy, nic więcej. Strasznie mi szkoda.

A, byłbym w moim smutku zapomniał o Belgii. Pod koniec stycznia 1945 do Bobrku wkłusowała kozacka awangarda czerwonoarmistów. W pałacu niczego cennego nie znaleziono, bo Adam Zygmunt jeszcze przed Niemcami zdołał zabezpieczyć ruchomy majątek. W poszukiwaniu kosztowności kozacy wtargnęli do bobreckiego krypty kościoła, rozbili i obrabowali trumny spoczywających tu nielicznych zmarłych z rodzin Ogińskich i Sapiehów. Na poplamione sadłem i machorką kufajki poubierali ornaty i w otulinie parku urządzili sobie pijackie popisy. Adam Sapieha z rodziną wyemigrował do Belgii. I właśnie tutejsza królowa Matylda Krystyna d’Udekem d’Acoz, żona któla Filipa I, jest jego – Adama Sapiehy – prawnuczką.
Nie miałbym nic przeciwko temu, że Jej Królewska Mość pałacem w Bobrku na nowo zawładnęła. Razem z parkiem mojego dzieciństwa i grobem konia, który jej pradziadkowie życie w bitwie uratował. Ale ja starej daty człowiek jestem. Przepraszam.
