Zazdrosne oko

Nie zawsze możemy pozwolić sobie na miłość. Ale zawsze stać nas na zazdrość.

W Biblii czytamy, że król Saul patrzył na Dawida, który procą pokonał Goliata, zazdrosnym okiem. Coś w tym oku jest. Po łacinie „zazdrość”, to „invidia”. „Invidere” znaczy „patrzyć źle”. W ikonografii przedstawia się „Invidię” jako kobietę, z której serca wypełza wąż.

Ale zazdrość nie jest stanem długotrwałym. Czasem przeradza się w ambicję: skoro chceę tego, co ktoś już ma, biorę się do roboty, muszę to zdobyć.

Częściej jednak zazdrość rodzi zawiść – pragnienie, by ktoś stracił to, czego mu zazdroszczę. Masz psa, a ja nie mam. Ale nie pragnę psa. Chcę tylko, żeby twój zdechł. I z pieniędzy żeby cię okradli. I żebyś zachorował, jeśli jesteś zdrowszy ode mnie.

O ile zazdrość jest smutkiem z powodu czyjegoś dostatku, zawiść jest radością, którą budzi nieszczęście bliźniego.

Ale spokojnie. Dopóki czyjś sukces nie jest dla ciebie osobistą porażką, bez zażenowania możesz spoglądać w lustro.