Ziarenko gorczycy ma milimetrową średnicę. U nas wyrasta zeń półmetrowy krzaczek. Taki mamy klimat.
W Ziemi Świętej gorczyca sięga czterech metrów. Choć Jezus w Ewangelii nazywa gorczycę drzewem, jest ona w rzeczywistości krewniaczką chrzanu i kapusty. Co prawda wielkością i sylwetką przypomina drzewo, jednak nie spełnia kryteriów dendrologicznych: zdrewnienia pnia i gałęzi oraz czasu życia liczonego w długich latach. Gorczyca jest po prostu przerośniętym badylem, jak nasz barszcz Sosnowskiego. Choć zdecydowanie bardziej pożytecznym. Jej liście można jeść na surowo w sałatce, można ugotować jak szpinak, a z ziarenek robi się musztardę.
Jezus wspomina gorczycę, przyrównując dynamikę wiary do dysproporcji między wyjściowym materiałem – ziarenkiem gorczycy – a jej dorosłą postacią. Rozmiary jednego i drugiego mają się do siebie, jak 1 do 4000. Ciekawe, czy ktoś jest w stanie powiedzieć: moja wiara jest dziś cztery tysiące razy większa, niż była kiedyś?
Mnie w podobieństwie o ziarnku gorczycy frapuje jeszcze jeden szczegół. Jezus wspomina, że w „gałęziach” gorczycy ptaki wiją gniazda: odbywają tam zaloty, śpiewają, trelują, moszczą się, znoszą i wysiadują jaja, karmią żarłoczne młode. Widząc w gorczycy obraz Kościoła, myśli się często, iż jego siłą są owe gniazda i ptaki, że to one decydują o jego atrakcyjności i żywotności: akcje, działania, nowe gniazda – inicjatywy, pomysły, przedsięwzięcia. Tylko je się widzi i oklaskuje. I mało kto zdaje sobie sprawę, że wszystko zaczęło się od niepozornego ziarenka, że cały ten ptasi rwetes możliwy jest dzięki zakrytemu przed wzrokiem korzeniowi, który całą gorczycę i życie na niej karmi i utrzymuje w pionie. Również w tym kontekście najważniejsze okazuje się to, co niewidoczne dla oczu…
