Od jutra można zbierać poziomki i borówki. A dziś jeszcze nie. Dlaczego?
W Ewangelii Łukasza czytamy, że archanioł Gabriel uwielbiał ploteczki. Zwiastując Maryi, że będzie matką Jezus, szepnął jej jeszcze, że jej nie pierwszej młodości kuzynka – Elżbieta – jest w ciąży i to w szóstym miesiącu. Maryja rusza więc z pośpiechem z Nazaretu do Ain Karem, do kuzynki, żeby sprawdzić anielskie pogłoski i w razie czego pomóc jakoś. Idzie przez Pustynię Judzką. A tam co krok jakaś jaszczurka, żmija albo inna gadzina czy robactwo. Ale krzywdy żadnej Najświętszej Panience nie czynią, oślepione blaskiem, jaki od Niej bije. A kiedy się zmęczy, przysiada w cieniu nieopodal, głód i pragnienie sycąc jagodami leśnymi, które dopiero co zaowocowały. A po kilku dniach szczęśliwie do celu swej podróży dociera.
Kiedyż w ciągu roku wspominać tak zacną podróż i jeszcze jakoś jagody leśne w to wmieszać? Sprawą – podobnie jak stajenką betlejemską – zajęli się franciszkanie. I w 1269 roku po raz pierwszy obchodzili święto Nawiedzenia właśnie 2 lipca. Dlaczego akurat w tym dniu? Onegdaj każde większe święto obchodzono nie przez jeden, a w ciągu ośmiu dni, zwanych Oktawą. 24 czerwca świętowano Narodzenie Jana Chrzciciela, a jego oktawa kończyła się 2 lipca. Bonawentura uznał, że to dobry termin na uczczenie nawiedzenia jego mamy Elżbiety przez Maryję. W 1389 roku termin zatwierdził papież Bonifacy IX – ten sam, na którego cześć Bonifacją ochrzczono nieszczęśliwie zmarłą zaraz po urodzeniu córeczkę Jadwigi i Jagiełły. Sobór w Bazylei w 1441 roku rozciągnął Nawiedzenie na cały chrześcijański świat.
Aż przyszedł XX wiek. Pod koniec lat 60. uczyniono reformę kalendarza liturgicznego. Zlikwidowano prawie wszystkie oktawy. Stosując chłodna logikę uznano, że Nawiedzenie musi być – jak w Ewangelii – przed Narodzeniem Jana i przepchnięto je na 31 maja.
Do dziś Najświętsza Panienka 2 lipca po lesie chodzi i jagody zbiera. Nie dla siebie. W kobiałce zanosi je do nieba dzieciom, co jak królewna Bonifacja w niemowlęctwie i dzieciństwie umarły, a onegdaj zdarzało się to powszechnie. Napisze cudnie Leopold Staff:
„Nocą wieśniaczki jej śpiew słyszą we śnie,
Wieść, aby jagód nie jadły przedwcześnie,
Każdą jagodę z ust matce odjętą
Da zmarłym dziatkom Panna w jagód święto…”
Więc niech Bóg broni iść do lasu na jagody wcześniej, niż po drugim lipca. Bo Najświętsza Panienka nie będzie miała co zebrać, czym się posilić i co dzieciom przedwcześnie umarłym w kobiałce do nieba zanieść. A gdyby tę tradycję kto złamał, niech się liczy z tym, że spod krzaczka poziomki lub jagody jakaś jaszczurka, żmija albo inna gadzina czy robactwo wypełznąć mogą i krzywdę uczynić, nieoślepione blaskiem Matki Boskiej. Tak samo, gdy się ktoś szedł kąpać do strumienia przed 24 czerwca – przeziębienie gotowe, bo dopiero Jan Chrzciciel nowo narodzony wodę w potokach i rzekach ogrzewał, żeby nikomu nie szkodziła.
[Grafika – obraz Matki Bożej Jagodnej z podkrzeszowickich Paczółtowic]
