Jak się ubrać?

Henryk Sienkiewicz zaczyna pisany letnią porą list do jednego z mniej więcej w taki sposób: drogi przyjacielu, wybacz, że piszę do ciebie w samej koszuli i kamizelce, gdyż upał nieznośny zmusił mnie do zdjęcia marynarki…

Przeżywamy ciężkie chwile z powodu upałów także w naszych kościołach. U wejścia do wielu z nich od lat wiszą nad nami jak miecz Damoklesa afisze w rodzaju „ubiór godny a nie swobodny”, grożąc karami piekielnymi za dekolty i gołe pępki. Bo też ubóstwiamy popadanie ze skrajności w skrajność. Tymczasem nie trzeba topić się w garniturze pod krawatem i w garsonce z apaszką. Ale też nie chodzi się do kościoła w stroju plażowym. Nie, że „nie wolno”, nie ma na to paragrafów i sankcji. Ale czy wypada?

Sam robię co mogę, żeby nie wyparować. Strój liturgiczny nie ułatwia sprawy. W nikogo nie rzucam kamieniem. Za to przywołam postać anioła stróża. Co robi anioł stróż? Nie mówi: „zrób to”, nie mówi: „nie rób tego”. Zdziwieni? Tak. Anioł stróż mówi tylko: „pomyśl”.

Obecność w kościele ma charakter uroczysty i oficjalny. Zawsze, nawet w największy upał, trzeba to mieć na względzie. Jak się ubrać, kiedy idziemy z narzeczonym przedstawić się przyszłym teściom? Jak na rozmowę o pracę albo na obronę pracy dyplomowej? Ranga obecności w kościele jest porównywalna z tymi przypadkami. To coś więcej, niż zwykła wizyta towarzyska, piwko z grillem na działce albo spontaniczna kawa.

Żeby sprawy nie komplikować, przytoczmy prostą zasadę na ubiór do kościoła. Poradniki savoir-vivre’u (a owszem, obejmują one także kościół) mówią krótko: zakryte ramiona i kolana. W przypisach pojawiają się jeszcze wzmianki o zbyt (cokolwiek to znaczy) głębokich dekoltach i wycięciach na plecach.

Ale przecież jest upał! Słowo za słowo: ale przecież są lekkie, zwiewne materiały i kroje i nawet ja mam w swojej szafie coś więcej, niż ukochane spodnie jean’s i polarowe bluzy. Na pewno da się coś wymyślić. W krajach Wschodu panie do cerkwi chodzą w chustkach z jakiejś (nie znam się) delikatnej tkaniny. W kościołach Południa podobne chustki zarzuca się na ramiona. Tam też na porządku dziennym są ostiariusze: ciecie, którzy z odkrytymi ramionami – także panów w podkoszulkach na ramiączkach – do kościoła po prostu nie wpuszczą. I to nie na nabożeństwo, ale nawet na zwykłe zwiedzanie. A u wejścia są kosze, z których taką chustkę można sobie wypożyczyć. Podobnie, jak idą pod Ścianę Płaczu w Jerozolimie trzeba zabrać darmowe nakrycie głowy.

Mnie osobiście upałowy underdressing – czyli letnie „niedostrojenie” – specjalnie nie przeszkadza, choć przy ołtarzu jestem totalnie overdressed. Czasem co prawda diabeł szepcze mi do ucha: spójrz – i straszno, i śmieszno. Ale walczę z tym, jak mogę. Nie ganię, piekłem nie grożę. Pan Jezus odarty z szat na krzyżu też by tego nie zrobił. Ale proszę o jedno, jak anioł stróż: pomyślcie. Bo wszystko wolno. Ale nie wszystko wypada. I obyśmy te upały jakoś przeżyli.