Są słowa które powinno się zamienić znaczeniami. Na przykład „deszczyk” i „nieboszczyk”.
„Deszczyk” kojarzy się przecież z deskami. A z czego składa się trumnę? Z desek. A wuec jej lokator, to „deszczyk”.
A o deszczu – strumieniach lejących się z nieba – śmiało można powiedzieć, że to właśnie „nieboszczyk” – bo gdy coś pryska z góry, to tak, jakby niebo… wiadomo, o co chodzi, prawda?
A teraz żarty na bok. Bo słowo „nieboszczyk” dziś rzadkim jest. Szkoda. Tak kiedyś nazywano mieszkańca nieba. Staropolszczyzna znała też „piekłowszczyka” albo „piekłoszczyka” czyli potępieńca, mieszkańca piekła, tudzież notorycznego grzesznika albo nawet heretyka.
Słowo „nieboszczyk” znaczyło onegdaj to samo, co dzisiaj „świętej pamięci”.
Kiedyś ktoś mi zwrocił uwagę, bo zapowiedziałem, że modlimy się za „świętej pamięci – dajmy na to – Jana”. A ten Jan, to kawał drania był. Więc bez przesady z tą „świętą pamięcią”. Tymczasem tytuł „nieboszczyka” nie jest aktem kanonizacji. Wyraża jedynie pobożne nasze życzenie, by zmarły znalazł miłosierdzie w oczach Pana Boga. Nawet – albo zwłaszcza – jeśli był łotrem.
