Czy z lenistwa może być coś dobrego? Może. Na przykład… grzyby.
Pan Bóg stworzył wszystkie rośliny i zwierzęta. Tylko grzybów na świecie nie było. Aż do czasu Pana Jezusa, który wędrując ze świętym Piotrem zobaczył grosik leżący na ścieżce. Mówi Piotrowi, żeby po grosik się schylił. A on na to, że nie warto, że mu się nie chce. Więc Pan Jezus sam się schylił, grosik podniósł, a w najbliższej wsi trzydzieści śliwek za niego kupił.
Idzie Pan Jezus i co parę kroków śliwkę niby niechcący upuszcza. A Piotr idzie za Nim i po upuszczone śliwki się schyla. Bardzo na nie łasy, więc obetrze tylko, do gęby wsadzi, pestkę oślinioną wypluje. Jak już Pan Jezus wszystkie śliwki wyrzucił, a Piotr je podniósł, zjadł i pestki wypluł, stanęli. Widzisz – mówi Pan Jezus – po grosika ci się schylić nie chciało, toś za pokutę po śliwki musiał się trzydzieści razy schylić. A teraz spójrz za siebie. Gdzie pestka upadła, grzyby wyrosły. Idźże je pozbieraj. Niech z twojej pokuty jaki pożytek będzie.
Dlatego się mówi, że święty Piotr grzyby sieje i po 29 czerwca do lasu ludziska ruszają na grzybobranie. A najwięcej grzyby przy ścieżce rosną, gdzie święty Piotr pestkami pluł. I mokrością kleistą są umazane jak Piotrową śliną.
Trzeba uważać. Bo w nocy z piekła diabły wypełzły i pośród prawdziwków, kozaczków i maślaczków porozrzucali okruchy diablo trującego placka, którego moskolem (hm…) nazywają. A z tych okruchów szatany, muchomory, gorzkole i trujaki powyrastały, żeby nimi krzywdy sobie albo komuś nie wyrządzić.
Wiem, że powyższa wersja etymologii mykologicznej kłóci się z teorią ewolucji. Cóż, legend się nie ocenia. Legendy się opowiada.
A legenda o Piotrze-grzybosiejcy ma i inne wiarianty, że to nie pestki ale kawałki chleba mogły być. Chleba, który Piotr i Jezus razem dostali na wieczerzę. Ale Piotr po drodze zgłodniał i podgryzał, nie dzieląc się z Jezusem. Co chcąc ukryć, oderwane albo już żute okruchy wyrzucał, a z nich grzyby wyrosły.
