Cisza po burzy

Tuż przed wizytą Jana Pawła II w Birkenau rozpętała się burza. Nie medialna czy polityczna. Taka zwyczajna, która zostawiła potargane dekoracje, błoto i kałuże.

Pierwsza pielgrzymka papieża do Ojczyzny miała się odbyć już w maju 1979 roku – z okazji 900. rocznicy męczeństwa św. Stanisława. Ale władze i aparat partyjny nie wyraziły zgody. Termin ustalono na początek czerwca. Wiadomość o odwiedzinach Oświęcimia przez papieża dotarła dopiero pod koniec maja. Władze znów nie chciały, by papież odwiedził obóz. W końcu zdecydowano, że Jan Paweł II nawiedzi celę św. Maksymiliana i że w Birkenau będzie Msza św. Ta decyzja zmobilizowała mieszkańców Oświęcimia. Wraz z księżmi i siostrami serafitkami niezwłocznie podjęli przygotowania terenu byłego obozu w Brzezince: zabezpieczono ruiny baraków, kominy, rowy, zainstalowano nagłośnienie. Jedno z państwowych przedsiębiorstw zbudowało podium, ołtarz i krzyż. Dyskusje budziło miejsce ustawienia ołtarza. W końcu zlokalizowano go tam, gdzie obóz przyjmował transporty nowych więźniów. W noc poprzedzającą spotkanie z Ojcem św. straszliwa burza zniszczyła dekorację i wypełniła rowy wodą. Nie przeszkodziło to jednak w modlitwie pół miliona wiernych.

Jan Paweł II przy tablicach przed pomnikiem Męczeństwa Narodów w Birkenau.

– Nie raz tutaj bywałem, bardzo wiele razy! – Mówił w homilii, która wywarła ogromne wrażenie i była później wielokrotnie cytowana i komentowana, Jan Paweł II. – Wiele razy schodziłem do celi śmierci Maksymiliana Kolbe, wiele razy klękałem pod murem zagłady i przechodziłem wśród rozwalonych krematoriów Brzezinki. Nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież.

Procesja wejścia na początek Mszy św. w byłym KL Birknau na rampie.

Po wyjeździe papieża władze zażądały natychmiastowej rozbiórki ołtarza. Nakazały też pociąć krzyż, stojący przy nim. Krzyż udało się ocalić. Ukryto go w nieużywanej stodole przy plebanii parafii w sąsiednim Bobrku. Następnie ustawiono go na przylegającym do byłego KL Auschwitz żwirowisku. W oświęcimskiej parafii św. Maksymiliana przechowuje się ornat, kielich Mszalny i tron – używane przez Ojca św. podczas Mszy św. w Brzezince, a w murach świątyni tkwi kamień węgielny, który przynieśli papieżowi do poświęcenia mieszkańcy oświęcimskiego Osiedla.

Co najmniej pół miliona wiernych w ciszy po burzy na terenie byłego KL Birkenau 7 czerwca 1979 roku.

W archiwum parafialnym znalazłem w dużej szarej kopercie plik czarno-białych fotografii z wizyty Jana Pawła II w byłym KL Auschwitz. Odżyły moje własne wspomnienia. Do Birkenau szliśmy piechotą, rozmodloną, rozśpiewaną gromadą – jedną z wielu, jakie w upał tuż po niszczycielskiej burzy docierały zewsząd, z całej Zachodniej Małopolski i zza Wisły – ze Śląska. Byłem wtedy lektorem, niemal na wylocie z podstawówki. Dostałem proporzec wzorowany na obozowym winklu, zawieszony na cienkim drzewcu. Miał oznaczać miejsce, gdzie ksiądz będzie rozdawał Komunię świętą. Porządkowi w jasnych furażerkach i z opaskami na ramieniu prowadzili nas między nieprzebrane tłumy. Najmocniej utkwił mi w pamięci widok zebranych w sektorze przy samym polowym ołtarzu setek byłych więźniów – kobiet i mężczyzn – ubranych w zachowane, obozowe pasiaki. I cisza niemącona, kiedy papież mówił. Do dziś zadziwia mnie fakt, że ani raz nie padło z jego ust słowo „Niemcy”, „Polacy”, „Żydzi”, „Rosjanie”. Ponad 20 razy papież użył słowa „naród”. I podsumował cytatami ze swoich poprzedników: „Nigdy jeden naród nie może rozwijać się kosztem drugiego, nie może rozwijać się za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, za cenę jego śmierci…”

Oświęcimskie pamiątki po papieskiej wizycie: fotel, kielich z pateną i ornat ze stułą.