Tramwaj w gumiakach

Przez trzy dni bujałem się najdroższym trolejbusem świata. Albo tramwajem. Sam nie wiem.

System nazywa się Translohr. Kursuje po dwóch liniach łączących przedmieścia Paryża z metrem. Linie mają łącznie trochę ponad 20 kilometrów długości. Porusza się nimi 45 składów. Ale jak się porusza?

Wybetonowanym torowiskiem biegną oddalone od siebie o prawie trzy metry dwie szyny. Najpierw żartowałem w mojej grupie, że to taki niezwykły rozstaw. A potem, gdy na przystanek zajechał pierwszy skład wagonów o połowę węższych niż torowisko, poruszający się po tylko jednej z szyn, próbowałem wmówić współpasażerom, że muszą się po wejściu rozmieścić idealnie symetrycznie, żeby wagon zachował równowagę.

A teraz poważnie. Ani to tramwaj, ani trolejbus. Translohr porusza się na kołach jak z ciężarówki, ogumionych przez francuskiego Miechelina. Kołami się nie kieruje, bo o tym, kiedy i gdzie skręcają wagony decyduje szyna. Pojazd ma z nią kontakt przez zamontowane pod pewnym kątem żelazne kółka, obejmujące szynę z dwóch boków i jednocześnie zamykające obieg prądu, pobieranego z napowietrznych przewodów przez pantograf.
System szynowo-gumowy powoduje, że nie trzeba kierowcy, tylko motorniczego. Gumowe koła zaś umożliwiają wjazd na taką pochyłość, na której żelazne koła tramwaju ślizgałyby na szynach.

Translohr jest strasznie drogi. Kilometr linii – jeśli wliczyć budowę i cenę wagonów – kosztuje ponad 27 000 000 €. Podłoże musi być nie tylko idealnie równe, ale też mocne – gumowe koła toczą się nieustannie tym samym śladem, bardzo łatwo więc po pogłębiające się koleiny. Jedzie się tym bardzo komfortowo, znacznie płynniej i wygodniej, niż zwykłym tramwajem. Skład sunie cicho i szybko – także po Padwie i Wenecji, tudzież w Kolumbii i w Chinach.

Translohr – jak nazwa wskazuje – jest dziełem tej samej alzackiej firmy Lohr Industrie, której produkty widzimy na naszych drogach, spotykając ciężarówki przewożące samochody osobowe. Eponimiczne określenie „lora”, to nie tylko zabudowa ciężarówki i przyczepy, ale także wagonu kolejowego z otwartą platformą. Tymczasem w Paryżu to określenie kojarzy się z tramwajem w gumiakach.