Słoneczne błogosławieństwa

Z okazji Roku Świętego Franciszka dialogujemy z Leszkiem kazania o świętym Franciszku.

W celu podniesienia temperatury zabrałem dziś słuchaczy w arabskie upały. O powiedziałem historię szejka, któremu pewien handlarz zaoferował kolejne dwa konie. Oba prześwietnej urody i wyjątkowej klasy. Dziwne było tylko to, iż za pierwszego zażądał dziesięć sztuk złota, a za drugiego – pięćdziesiąt. Gdy szejk zaczął dociekać, skąd bierze się tak wielka różnica w wartości rumaków, kupiec dokonał prezentacji. Słudzy szejka osiodłali konie i ruszyli najpierw stępem, potem kłusem i wreszcie galopem. Pierwszy koń biegł rączo, wzniecając kopytami chmurę dławiącego kurzu. Drugi poruszał się równie szybko, ale takim sposobem, że spod jego kopyt nie uniósł się nawet obłoczek pyłu. I z tego powodu był pięciokrotnie droższy. Być człowiekiem ewangelijnych błogosławieństw – cichym, cierpliwym, sprawiedliwym, budującym pokój – to znaczy tak iść przez życie, by nie wzniecać za sobą tumanów dławiącego kurzu.

Mój kolega Leszek wyjął z zanadrza swoją najnowszą książkę o świętym Franciszku – wszak przeżywamy jego rok, na osiemsetlecie śmierci – i przytoczył kolejny fragment „Pieśni słonecznej”:

Pochwalony bądź, Panie, przez tych, co przebaczają dla miłości Twojej

I znoszą słabość i utrapienie.

Błogosławieni, którzy wytrwają w pokoju,

Gdyż przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni.

To streszczenie Ośmiu Błogosławieństw – powiedział. A każde z nich jakby uchyla zasłonę i robi prześwit blasku nieba. Zaraz po Franciszku przywołał jeszcze filozofa Leibniza, o którym mówiono, że przeczytał wszystko (dziś mówi się, że Chuck Norris przeczytał cały internet). Leibniz głosił, że cżłowiek jest monadą, atomem natury, szczelnie zamkniętą komórką. A błogosławieństwa ją „dziurawią”: niech dotrze do człowieka odrobina świeżości, niech się otworzy. A co do treści, to Osiem Błogosławieństw uczy, iż Pana Boga nie należy szukać w górze, ale w głębi – w głębi serca cichego, pokornego, spokojnego i cierpiącego.

Ja dodałem jeszcze, że miejsce, gdzie u świętego Mateusz Jezus wygłasza kazanie, nie było jakąś znaczącą górą, w rodzaju Szyndzielni czy Błatniej. Ot, raptem pagórek, trzy kilometry od Kafarnaum i dwa kroki od brzegu jeziora Genezaret. Ale chodzi o podobieństwo do góry Synaj. Stamtąd Mojżesz przyniósł Dekalog – dziesięć słów. Na Górze Błogosławieństw Jezus wypowiada osiem zdań – mówią o nich „makaryzmy” od greckiego „makarioi”, co tłumaczy się jako „błogosławieni” albo „szczęśliwi”. Dlaczego jest ich osiem? Bo to liczba czegoś nowego. Od ośmiu ludzi – Nego z trzema synami i ich żon – rozpoczyna się nowa ludzkość po oczyszczeniu wodami potopu. Szabat jest ostatnim, siódmym dniem tygodnia. Niewiasty odkrywają pusty grób Zmartwychwstałego w pierwszy dzień po szabacie, czyli… w ósmym dniu. Osiem błogosławieństw zaczyna Nowe Przymierze, Nowy Testament, nowość życia ze świadomością nie tylko śmierci ale też zmartwychwstania.

Z okazji Roku Świętego Franciszka dialogujemy z Leszkiem kazania o świętym Franciszku. Zaczęliśmy od „Pieśni Słonecznej”. Dziś podjęty fragment o przebaczeniu i wytrwaniu w pokoju jest nieprzypadkowy. Franciszek podyktował go jako suplement, pod wpływem wypadków towarzyszących sporowi, jaki rozgorzał między biskupem Gwidonem a burmistrzem Asyżu co do własności kawałka ziemi. Omal nie doszło do starć zbrojnych. Na szczęście panowie w porę poszli po rozum do głowy. Dopisana zwrotka „Pieśni słonecznej” jest westchnieniem ulgi Franciszka na wieść o zawarciu ugody między zwaśnionymi.