Czy salon piękności można znaleźć w Biblii? Tak. Niejeden.
Stary midrasz opowiada, że gdy Najwyższy z boku śpiącego mężczyzny wywiódł niewiastę, nim go obudził i przyprowadził mu ją, zaplótł jej warkocze i umalował, żeby była piękna. Rajski ogród był pierwszym biblijnym salonem piękności.
Drugi salon piękności znajdzie na początku Ewangelii Łukasza. Nazywa się też pięknie: Nazaret – to znaczy „zielona gałązka” – jak ta, którą gołębica przyniosła w dzióbku Noemu na znak, że gniew Najwyższego ustał, wody opadają, zaraz zacznie się nowe życie.
Najwyższy posyła anioła do Miriam w Nazarecie. Wybrał Ją na Matkę Syna. – Tylko załatw to tak – mówi – żeby się zgodziła. Najlepiej zacząć od komplementu. Więc anioł mowi: „haire kecharitomene” – witaj Najpiękniejsza!
W greckim „kecharitomene” słowo „charis”. Oznacza łaskę, dar, charyzmat ale też… piękno. Przetłumaczą to potem na łacinę „Ave Maria gratia plena”. „Gratia” to nie tylko łaska, ale też – jak po polsku – gracja, a więc urok, piękno. Ktoś porusza się, tańczy z gracją, ma postawę lub gesty pełne gracji. Charis i gratia to nie tylko uroda i krasa ale piękno całości żywobycia – jak mówią Górale o egzystencji.
„Kecharitomene” – gdyby się uprzeć – można przetłumaczyć jako „Miss Universum”. Spytałem anioła dlaczego nie nałożył Miriam korony i wstążki z takim tytułem. A on odpowiedział Wańkowiczem: Piękna nie należy przeżywać. Pięknem należy żyć. Piękno musi być jak powietrze: potrzebne i nieuświadamialne, póki jest.
