Miękkie szaty

Ubiór Jana Chrzciciela jest pożywką dla pobożnych ignorantów.

Poprzednik Jezusa nosił się identycznie, jak prorok Eliasz (2 Krl 1,8): szatę miał z sierści wielbłądziej i skórzaną „bieliznę” – pas wokół bioder (Mt 3,1nn). Większość kaznodziejów tłumaczy ów przyodziewek z sierści, jako narzędzie ascezy, umartwienia, odpowiednik włosienicy, służącej do okiełznania ciała i zadawania sobie bólu. Tak. Z tym, że jest to wierutna bzdura. Albowiem…

Wielbłąd ma sierść o długości dochodzącej do 10 centymetrów. „Linieje” raz w roku, późną wiosną. Ale włosy – podobnie jak kot czy pies – gubi nieustannie. Można te kłaczki pieczołowicie zbierać. Można wielbłąda od czasu do czasu – zwłaszcza wiosną – wyczesać. Można go też zwyczajnie ostrzyc. Sierść jest lekka. Z dorosłego wielbłąda można jej pozyskać 2-3 kilogramów rocznie. To niewiele, więc wielbłądzie włosie do najtańszych nie należy. Nie tylko ze względu na skąpość, ale także z powodu niezwykłych właściwości. Wielbłądzina – w przeciwieństwie do większości innych sierści – nie uczula, doskonale chroni przed chłodem i przed upałem. W tym drugim przypadku po prostu „oddycha”, odprowadzając nadmiar wilgoci na zewnątrz. Człowiek noszący odzienie z sierści wielbłądziej nie poci się i tym samym nie – hm – śmierdzi potem. W każdym razie: nie tak bardzo, jak w innych tekstyliach. Ubranie z sierści wielbłądziej jest lekkie, w dotyku przypomina kaszmir. Tak, jest gładkie i miękkie. Nie może być źródłem umartwienia, nie „drapie”, nie powoduje podrażnień. Wiem, że taki stan rzeczy kłóci się ze stereotypem chrześcijańskiego ascety.

Odzienie z sierści wielbłądziej nigdy nie należało także do najtańszych. Dziś marynarka z wielbłądziny – ale prawdziwej, bez domieszek – spokojnie może kosztować nawet około 10 tysięcy złotych. Za kilka tysięcy można kupić nieuczulającą kołdrę lub poduszkę. Wiem, że można kupić także wielbłądzio-wełnianą galanterię i wkładki do butów (żeby się stopy nie pociły).

Ściśle rzecz biorąc sierść wielbłądzia składa się z dwóch warstw. Wierzchnia, nieco sztywna i szorstka, nie nadaje się na ubrania. Robi się z niej namioty albo dywany. Do wytwarzania odzienia używa się od zawsze warstwy spodniej, przylegającego do ciała zwierzęcia tak zwanego podszerstka.

A więc w przypadku odzienia Jana Chrzciciela nie było ani tanio, ani straszno – boleśnie czy niewygodnie. Jedno się zgadzało: Jan nosił się identyczne jak niegdyś prorok Eliasz. I niewątpliwie ubiór ten przykuwał uwagę i rzucał się w oczy. Sam Jezus mówi słuchaczom o Janie: coście wyszli oglądać, człowieka w miękkie szaty ubranego? (Mt 11,8). Zupełnie, jakby napominał: nie patrzcie na to, w co Jan jest ubrany, skupcie się na tym, co głosi i do czego wzywa! Jan rzeczywiście miał się skupić na głoszeniu orędzia i przyciągać ludzi dając świadectwo o Jezusie, a nie walczyć z alergicznym świądem i cuchnąć potem na odległość. Nic na to nie poradzę, że fakty są twardsze od oczekiwań i irracjonalnych, choć chwytających za serce wyobrażeń.