Do roboty?

Co lepsze: śnić czy myśleć?

Dziś zaczęliśmy od historii. Historii Bazyliki Laterańskiej. Cesarz Neron zarekwirował włości rodu Lateranów z tego powodu, iż jeden z nich – senator Placius – szykował zamach na cesarza. Miał poprosić Nerona o pożyczkę. Spodziewał się, że cesarz mu odmówi, bo – jak wiadomo – piniędzy nima i nie będzie. Więc zamierzał upaść cesarzowi do stóp. Ale tylko po to, by je szarpnąć i obalić Nerona. Na co współspiskowiec miał podbiec i utopić w cesarskiej szyi sztylet śmierci. Spisek się wydał. Placiusa aresztowano – nikt się przejmował senatorskim immunitetem – i w więzieniu ścięto. Majątek Lateranów cesarz zajął na własność i kazał zbudować w nim koszary.

Gdy dwa i pół wieku przyszedł do władzy cesarz Konstantyn, ogłosił wolność dla chrześcijaństwa a biskupowi Rzymu podarował Lateran. Zaraz zbudowano tutaj kościół wzorowany na ówczesnym targowisku czy też centrum handlowym, żeby nie kojarzył się z jaką pogańską świątynią. 9 listopada 324 roku kościół poświęcił papież Sylwester I, którego wspominamy jako świętego w ostatnim dniu roku.

Pominąwszy późniejsze dzieje, doszliśmy do początków wieku XIII. Leszek – ekspert od świętego Franciszka – przypomniał jego wizytę u papieża Innocentego III na Lateranie. Przy pierwszym podejściu w sprawie zatwierdzenia reguły Braci Mniejszych, papież spuścił Biedaczynę na drzewo. Ale w nocy miał sen, że mu się Bazylika Laterańska chyli ku upadkowi. Mury pękają, chylą się, zaraz runie. Wtem z tłumu gapiów wyskakuje postać nikłego człeczyny, który plecami podpiera katastrofę budowlaną. Bazylika zaczyna się prostować, aż wraca do pierwotnego stanu. W tym, który ratuje kościół od upadku Innocenty rozpoznaje przybysza z Asyżu. Nazajutrz wzywa go, błogosławi i zezwala robić to, do czego Franciszek czuje się powołany.

Prowokuję Leszka, że w historii biblijnej nieraz zdarzało się, że wielcy tego świata mają sny. Faraon egipski śni tłuste i chude kłosy oraz krowy. Danielowi władcy śnią kolosa na glinianych nogach i mają wizję dłoni piszącej na ścianie. Magom ze Wschodu Anioł Pański każe we śnie wracać do domu z pominięciem Heroda. A żona Piłata ma sen, w którym wiele cierpi z powodu osądzanego przez męża Jezusa. Józef mąż Maryi najpierw obmyśla oddalić Ją. A potem Anioł Pański mówi mu we śnie: nie bój się wziąć do siebie twej Małżonki. Nawet dobroczyńca laterański Konstantyn miał sen, w którym zobaczył znak krzyża i usłyszał zapewnienie, iż przyniesie mu on zwycięstwo.

I tak sprowokowałem Leszka do wniosku, że sny bywają często lepsze, niż myśli na jawie. W snach otrzymuje się dobre natchnienia. To na jawie wymyślono komorę gazową i krematorium, karabin maszynowy i całe wojny. Wymyśla się – obok wielu dobrych rzeczy – całe mnóstwo podłych i ohydnych. A śni się rzeczy dobre. Bo sny utkane są marzeniami…

Więc nie mogłem nie wspomnieć o uchodzącej za najlepszą w całym XX wieku mowie, którą wygosił Martin Luther King w sierpniu 1963 roku, zaczynającą się od słynnego „I have a dream”: Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie byłych niewolników i synowie byłych właścicieli niewolników usiądą razem przy stole braterstwa…

A potem – bo tyle o tych snach było, że słuchacze zaczęli już ziewać – obudziłem wszystkich parafrazą proroka Izajasza: kiedy ktoś głodny śni, że je, budzi się z pustym żołądkiem. Więc dość spania. Bierzemy się do roboty!

[Grafika: Sen papieża Innocentego III i zatwierdzenie reguły Franciszka z Asyżu, malował Benozzo Gozzoli w roku 1400]