W Portugalii Antoni nie jest żaden Padewski tylko Lizboński.
Tutaj się urodził (ochrzczony jako Fernando), wykształcił, odkrył powołanie. Do Padwy trafił przez Afrykę. Pojechał tam na krótko. Zdrowie nie dopisało i musiał wracać. Ale statek wpadł w burzę, przez którą Fernando wylądował na Ziemi Włoskiej i przystał do Franciszkanów, a konkretnie w Padwie, gdzie żywot dopełnił – dlatego mówią „Padewski”.
Antoni niespecjalnie pomaga Portugalczykom szukać rzeczy zagubionych. Jest za to ekspertem matrymonialnym. Sam widziałem, jak dziewczyny rzucają mu pieniążki fo książki, na której siedzi Dzieciątko Jezus. A on sam stoi na wysokim postumencie, więc dorzucić 20 centów łatwo nie jest. Na świętego Antoniego – 13 czerwca – kto znajdzie drugą połówkę, bierze w Portugalii ślub. Miasto Lizbona funduje co roku 16 ślubów. Przynajmniej jedno z narzeczonych musi być lizbończykiem. Pary składają podania. Robi się losowanie. Szczęsliwcy mają sfinansiwane: pierścionki, suknie, garnitury, wieczór panieński i kawalerski, ceremonię kościelną lub świecką, wesele i miodowy miesiąc.


Na świętego Antoniego serwuje się smażone sardynki i pije wino. Po ulicach chodzą roztańczone parady a przed domami dzieci robią ołtarzyki Antonia i zbierają drobniaki.
Padewski, Lizboński – po co się spierać? My mamy Radecznicę nieopodal Szczebrzeszyna, gdzie swięty Antoni objawił się tkaczowi Szymonowi i do dziś jest jego sanktuarium. Dyskusje o patronacie Antoniego nie tyle rozstrzyga, co godzi Jan Lechoń, łącząc wątki małżeńskie i poszukiwawcze:
- Ty masz wysoko oczy,
- Tam, gdzie śpiewa skowronek,
- Więc widzisz, gdzie się toczy
- Zagubiony pierścionek.
- A że trzymasz na ręku
- Maleńkiego Chrystusa
- Dojrzysz, kto kona w lęku
- I skąd czyha pokusa.
- Twój brunatny samodział
- Widzę: idziesz po niebie.
- Popatrz, gdziem się zapodział,
- Bo zgubiłem sam siebie.
- „Niech się święci chwała Twoja,
- Niech się znajdzie zguba moja”.
- Amen!
