Zoesieńka

Krótka historia kobiety, która zaniemówiła.

Autor nieznany. Zoe jako męczennica otrzymuje laur zwycięstwa. W głębi ukazane jest samo jej męczeństwo.

5 lipca w kalendarzu znajdziemy wspomnienie Zoe Rzymianki. Dziwne imię? Dla nas – być może. W antycznym chrześcijaństwie było nieco popularne. Bo po grecku znaczy „życie” – czyli to, do czego prowadzi wiara. „Życie” jest jednym z imion Boga. Chrystus mówi o sobie „jestem Życiem” (J 11,25).

Zoesieńka miała jedną radość i jeden smutek. Jej radością był mąż Nikostratos („zwycięska armia”) – urzędnik, szef rzymskiego więzienia. Jej smutkiem był fakt, iż nie mogła mężowi suszyć głowy, bowiem przez sześć lat cierpiała na afazję – nie mogła wydusić z siebie nawet jednego słowa. Gdy raz zaniosła mężowi do roboty drugie śniadanie powiedziano jej, że za kratami znajduje się Sebastian – świątobliwy mąż głoszący Ewangelię. Kazała się doń zaprowadzić. Upadła przed nim w niemej prośbie. Sebastian wyciągnął nad nią ręce i pobłogosławił Zoe, która natychmiast odzyskała mowę. Nie omieszkała natychmiast opowiedzieć o cudzie mężowi, który tymczasem ściągnął aż 64 członków rodziny, którzy wysłuchawszy nauk Sebastiana z wielką chęcią przyjęli chrzest.

Autor znany: Jean-Baptiste Cariven. Wersja męczeństwa z zawieszeniem za stopy, głową w dół nad ogniskiem z gnoju.

Sebastian siedział w więzieniu nie za inne przestępstwo, jak tylko za to, że był chrześcijaninem. Cała bowiem historia ma miejsce za panowania cesarza Dioklecjana, który krwawo prześladuje Uczniów Drogi. Nikostratosowi udaje się utrzymać swoją i żony konwersję w tajemnicy. Aż do dnia, kiedy Zoe odczuwa potrzebę modlitwy przy grobie apostoła Piotra. A tutaj – zasadzka. Typy z tajnych służb Dioklecjana aresztują Zoesieńkę. Oczywiście próbują ją odwieść od chrześcijańskiej wiaty. Bezskutecznie. Zapada zatem wyrok, a hagiografia utrzymuje, iż w celu zadania okrutnej śmierci Zoe uwiązano za włosy do gałęzi, a pod nią rozpalono ogień. Niezbyt wielki, bo nie chodziło o płomienie, ale o dym, który miał uwędzić i udusić kobietę. Wersja bardziej fantazyjna utrzymuje, że uwiązano ją za stopy głową w dół. Za paliwo posłużył wysuszony gnój, który natenczas nie był rzadkim paliwem (zwłaszcza ususzony nie był „rzadkim”). Oprawcy ciało umordowanej Zoji wrzucili w odmęty przepływającego nieopodal Tybru, skąd pobratymcy w wierze wyłowili je o ze czcią pochowali.

Jest Zoe patronką niemych, głuchoniemych oraz dzieci, które długo nie zaczynają mówić. Napisałem „Zoji”, bo Zoesieńka popularną jest także we wschodnim chrześcijaństwie, które czci ją 18 grudnia i tak brzmiące imię pojawia się choćby w języku rosyjskim. Ale na Zachodzie imię też było spotykane. Pamiętacie może objawienie Cudownego Medalika? Jego adresatką była nowicjuszka Sióstr Miłosierdzia Katarzyna Labouré. Z tym, że to „Katarzyna” to ona sobie dopiero w zakonie obrała. A na chrzcie dali jej… Zoe – Zoe Labouré. W Ameryce to imię też się spotyka jako „Zooey”.