22 maja 2022

Wieża

Pierwotnie miała być ogromną latarnią. Potem uznano ją za pomnik świeckiego geniuszu i znak zwycięstwa nad skarlałym klerykalizmem tudzież cios w parafialne mistyfikacje. Dziś jest po prostu symbolem Paryża. W ostatnim dniu marca 1889 roku otwarto Wieżę Eiffla.

Jej konstruktorowi przypięto Legię Honorową. A ludzi wpuszczono na platformy następnego dnia. Musieli, biedni, dawać z buta, gdyż windy zainstalowano nieco później. Wieża ma 300 metrów i jeden centymetr wysokości – nie licząc anteny i pomijając fakt, że w zależności od temperatury, wysokość może się zmienić o 18 centymetrów. Do jej budowy użyto 9699 ton żelastwa. Kolejne 60 ton waży farba, którą pokryto 18 tysięcy stalowych elementów, połączonych ze sobą 2,5 milionem nitów. Wieża miała stać tylko 20 lat. Ze względu na wykorzystanie w telekomunikacji przedłużono jej żywot. A dziś rękę trzyma na niej konserwator zabytków. W okresie międzywojennym zainstalowano na niej świetlną reklamę samochodów Citroen, składającą się z 250 tysięcy żarówek. Dzisiaj wieża jest oświetlona, ale przy pomocy jedynie marnych 20 tysięcy żarówek. Niemcy podczas okupacji umieścili na szczycie ogromną swastykę. Ale wiatr ją zdmuchnął, więc potem przymocowali już mniejszą.

Idea budowy wieży pojawiła się we Francji jeszcze w czasach królów. Nabrała na sile po Rewolucji. Było kilka projektów. Między innymi taki, że będzie to liczący 300 metrów wysokości walec, na którego szczycie umieści się dookoła reflektory, rozświetlające ulice miasta. W końcu przeszedł projekt Eiffla, który – jaki jest – każdy widzi: taka trochę rakieta albo karykatura piramidy. Niektórym się tak brzydko kojarzy, iż nie ośmielę się o tym wspomnieć. W każdym razem jest też używana jako symbol rozpusty i wyuzdania, a nawet wszelkich obyczajowych niestandardowości.

Wielu piało nad nią z zachwytu. Upatrywano w niej esencję myśli ludzkiej i racjonalizmu, pomnikiem odrodzenia naukowego i postępu. Niejaki hrabia de Vogüé – dyplomata i krytyk literacki, onegdaj sekretarz ambasady francuskiej w Petersburgu (tak na czasie trochę), a potem popularyzator twórczości Dostojewskiego we Francji, ułożył przemowę, jaką miała wygłosić Wieża Eiffla do bliźniaczych dwu wież katedry Notre Dame: „O wy, stare, opuszczone wieże, których nikt nie słucha. Czyż nie wiecie, że zmieniły się bieguny Ziemi, krążącej teraz wokół mojej stalowej osi? Wy byłyście ciemnotą, ja jestem blaskiem”.

Nie wszystkim wieża była w smak. Z różnych względów – estetycznych i ideologicznych – protestowali przeciw jej budowie ówcześni artyści i twórcy z Aleksandrem Dumasem, Guy de Maupassantem i Charlesem Gounodem na czele. Świat sztuki zjednoczył się w tym przypadku z przekonaniem prostych ludzi, który dzieło Eiffla obwołał nową Wieżą Babel.

Do naszych czasów przetrwała księga pamiątkowa. Pierwsi turyści, zwiedzający Wieżę Eiffla 1 kwietnia 1889 roku wpisywali do niej swoje przeżycia i uwagi. Jakiś Egipcjanin zapisał, iż chciałby kiedyż ze szczytów piramid podziwiać równie monumentalne, jak WE dzieło ludzkiego geniuszu. Pewien Węgier pytał retorycznie, kiedyż jego ojczyzna taki sukces, jak WE osiągnie. Miejscowi pisali, iż na widok WE przepełnia ich duma z tego, że są Francuzami. A jakaś modnisia napisała, że im bardziej podziwia WE, tym mocniej odczuwa znikomość wysokich obcasów. Wśród zwiedzających znalazł się także nasz rodak, emigrant zapewne, Stanisław Skarżyński. Napisał krótko: „Budujemy coraz wyżej, upadamy coraz niżej”. Amen.

[Nie o Eiffla, ale o innej wieży, zacnej, kościelnej, jest fajna książka noblisty – Williama Goldinga – pod tytułem… „Wieża”. Tak mi się przypomniało, przy okazji. Bo i tam tytułowa bohaterka jest symbolem ludzkiej pychy i niekoniecznie zdrowych ambicji].