24 lipca 2021

Nadstawianie drugiego policzka nie jest kwestią odporności na ból, ale odwagi.

Dobrze jest – czytając Ewangelię – zwracać uwagę na szczegóły. Jak choćby w przypadku walenia po gębie. Wszyscy znamy powiedzenie o nadstawianiu drugiego policzka. Pochodzi ono z Jezusowego kazania na górze, zapisanego w Ewangelii świętego Mateusza. Jezus mówi:

„…jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” (Mt 5,39).

Słysząc to zdanie, koncentrujemy się na „policzku”. Tymczasem środek ciężkości tej wypowiedzi mieści się w przymiotniku „prawy”. Otóż:

Załóżmy, że jestem w większości populacji, czyli należę do grona praworęcznych. I mam – stojąc przed kimś – uderzyć go w prawy policzek. Najwygodniej – że tak to ujmę – będzie mi to zrobić uderzając da odlew, wierzchem mojej prawej dłoni. Tego rodzaju ciosy nie nokautują ofiary, nawet nie są specjalnie bolesne. Zawierają w sobie nie tyle siłę i ból, co… pogardę. Są oznaką wyższości bijącego i nikczemności przyjmującego razy.

Ewangelię – jak całą Biblię – trzeba czytać patrząc nie tylko na czarny zarys liter, ale również na białe ich tło, a więc próbując złapać ukryty sens. Jezusowi nie chodzi w tym zdaniu tylko o policzkowanie. Ale przede wszystkim o okazywanie pogardy, o poniżenie. Gdyby powiedział: „nie bójcie się, że inni będą wami gardzić, będą się z was wyśmiewać, będą wam dokuczać” – byłoby to mdłe i nijakie. Kiedy zaś mówi „jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek” – jest w tym zdaniu jakaś nośna siła, ostry obraz, którego nie sposób nie zapamiętać. „Nadstaw mu i drugi” jest wezwaniem nie do jakiegoś masochizmu, ale do odwagi. Zresztą pięć rozdziałów dalej, u tego samego ewangelisty Mateusza, Jezus powie:

„nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28).

Nadstawianie drugiego policzka nie jest kwestią odporności na ból, ale odwagi.