Świętego Rocha wspomina się 16 sierpnia.
Święty Roch pielęgnował ofiary epidemii w Rzymie. A gdy sam zachorował, uciekł z miasta w las, żeby nie zarażać innych. Pies się jakiś przybłąkał. Rany mu wylizał, aż się zagoiły. Chleb skądś przynosił, żeby z głodu nie umarł. A gdy Roch ozdrowiał, pies chodził za nim krok w krok i nie opuścił go aż do śmierci.
Kiedy Roch umarł, pies wył z żalu tak rozpaczliwie, że i jego serce pękło. Pies biega szybko, więc dogonił swego pana i razem stanęli u wrót raju. Święty Piotr otworzył bramę i zaprosił Rocha. Ale psa już nie. Bo raj nie jest dla zwierząt, powiedział. Roch się oburzył. Wykrzyczał Piotrowi, że on nie chce do raju, którego nie zna, bez ukochanego psa, którego zna od czasu zarazy i który mu życie uratował. Obrócił się na pięcie i poszedł błąkać się po świecie.
Trzydzieści lat minęło. Papież ogłosił Rocha świętym. Pan Bog chciał Rochowi osobiście pogratulować. Ale aniołowie nie umieli znaleźć Rocha w żadnym zakątku raju. Bo Rocha tam przecież nie było.
Piotr, żeby wszystko naprawić, otworzył znowu bramę i zaczął gwizdać na psa, który zaraz przybiegł, a za nim Roch. Pan Bóg stał w drzwiach, trochę zły, że się Roch włóczy. Więc święty mu wytłumaczył, że już tu był trzydzieści lat temu. I że poszło o psa.
Pan Bóg zastanowił się, a potem machnął ręką, niech Roch wchodzi z psem, zrobi się wyjątek. Pies się ucieszył, zaraz się przyłasił i dłoń Pana Boga polizał, tylko podskoczyć musiał, bo – wiadomo – prawica Pańska wzniesiona wysoko.
I wtedy ruszyła lawina. Pierwszy – Piotr przytargał pod pachą koguta, który go do skruchy pianiem swym przywiódł, więc Pan Bóg zrobił następny wyjątek. Następnie Noe przyniósł gołębicę z oliwną gałązką w dziobie. Daniel przyszedł z lwem. Faraon egipski z żabą i słoikiem komarów. Balaam na oślicy przyjechał. Mojżesz węża jadowitego z pustyni przytaszczył, ale on zawsze był szalony. Trzej Królowie wielbłąda przyprowadzili. Stary Tobiasz – jaskółkę, od której odchodów zaniewidział, a jego syn rybę, której żółć ojca ze ślepoty uzdrowił. Jonasz z pomocą osiłka Samsona wieloryba przypchał, który go połknął, a po trzech dniach wypluł. Z tym, że Samson dodatkowo pszczoły trzymał, miodem z plastra oblepione. Jan Ewangelista stał z orłem, Łukasz z wołem, Marek stał bez niczego, bo mu Daniel lwa zajomał. Agnieszka skowronka wypuściła z mieszka. Franciszek z wilkiem przydreptał. Jerzy na koniu przyjechał. Kota nikt nie przyniósł, sam łajza przylazł. O całej reszcie nie wspominając. Tyle wyjątków Pan Bóg zrobił. Wszystkim do nieba wejść pozwolił.
Święty Augustyn kręcił na to głową, że w spokojnym zrazu niebie zrobiło się teraz jak na arce Noego, ale w sumie to nic złego, bo arka Noego była obrazem i zapowiedzią raju.
W ostatniej chwili jeszcze Pan Jezus z owcą na ramionach zdyszany przybiegł, bo się zgubiła, ale On ją znalazł. A wszystko od świętego Rocha i jego psa się zaczęło. Tak to jest, kiedy raz się zrobi wyjątek.
Obraz: Cezare da Sesto – Święty Roch (1523)
