60 lat później

Spotkali się w Oświęcimiu w restauracji, z okien której prawie widać nasze przezacne Liceum, by świętować 60-lecie matury.

oja Mama, która była ich wychowawczynią, nie mogła pojechać na jubileusz. Więc dzisiaj przybył do Mamy po sąsiedzku znany bielski architekt Zbigniew Komusiński (pracownia ARCH), oddelegowany przez resztę klasy. Przywiózł pamiątkowy dyplom ze zdjęciem uczestników zjazdu, bukiet róż i relację ze spotkania.

Mama urodziła mnie, dzierżąc wychowawstwo klasy XI a (szkoła podstawowa obejmowała wówczas tylko siedem klasy, wiec mautura był w 11. klasie, jak natenczas liczono).

Ledwiem pierwszy okrzyk wydał, a zdecydowano, że ochrzczą mnie jako Marka. Ale – jak w tajemnicy utrzymuje mama – XI a przyleciała do szpitala z… dziennikiem, gdzie na samym dole listy wpisali mnie. Z tym że jako Jacka – najpopularniejszego niegdyś świętego w Oświęcimiu. Rodzina ugięła się pod naporem vox populi i do dziś cieszę się imieniem pierwszego polskiego dominikanina.

Zaraz po maturze XI a wpadła do moich Rodziców z popołudniową wizytą, uwiecznioną na zdjęciach, do dziś przechowywanych w rodzinnym albumie. Patrzę na nie biblijnie: „na rękach będą cię nosić, byś nie uraził twej stopy o kamień” (Ps 91,21). To se ne vrati – jakby powiedział mój śp. Ojciec chrzestny, co z pochodzenia był Czechem…

Dodam jeszcze, że niebawem uczniowie pierwszej klasy, której moja Mama była wychowawczynią, obchodzić będą 70-lecie swojej matury. Plurimos annos!