Szwajcarskie Emaus

To jeden z najpopularniejszych obrazów. Masz taki w swoim domu?

Idę o zakład, że w domach – przynajmniej tych, które odwiedzam po kolędzie – dominuje sztuka religijna. Klasyką jest para Serc – Jezusa i Maryi – niegdyś obowiązkowy prezent ślubny dla pary młodej, górująca nad małżeńskim łożem. Potem idzie Święta Rodzina (Maryja z kądzielą i Józef z narzędziami stolarskimi), następnie apostołowie zrywający kłosy i Jezus, który siedzi w łodzi i naucza tłumy na brzegu. Na kolejnym miejscu mojego rankingu plasuje się pejzaż ze ścieżką wijącą się w cieniu potężnych dębów, którą kroczą oddalające się od widza trzy postaci.

Droga do Emaus, 1877.

Kiedy pytam, okazuje się, że nie wszyscy gospodarze zdają sobie sprawę, że obraz przedstawia „Droga do Emaus”, a owe postaci, to Jezus objaśniający w kwestii zmartwychwstania Kleofasa i drugiego ucznia. Krajobraz jest totalnie przekłamany: zamiast półpustynnych rejonów Jerozolimy przedstawia gęsto zalesione pobliże szwajcarskiej Lucerny.

Ucieczka do Egiptu, 1869.

Tutaj bowiem w dziewiętnastym stuleciu żyje i tworzy Robert Zünd. Artysta maluje wyłącznie krajobrazy: pola zbóż, łąki, lasy, jeziora, rzeki, zagajniki i polne drogi, a na nich ludzi i zwierzęta. Przez całe życie nie namalował bodaj ani jednej ulicy, kamienicy, fabryki, powozu, pociągu ani innej zdobyczy cywilizacji, może z wyjątkiem konnego wozu i rybackiej łódki. Nic, tylko natura i człowiek.

Kuszenie Jezusa.

W lucerńskich krajobrazach umieszczał z rzadka także motywy biblijne. Oto w odludnym lesie z jeziorem w tle Jezus jest kuszony od Szatana. Na skraju lasu Marnotrawnym Syn próbuje przywyknąć do świńpasterstwa. Dobry Pasterz niesie owieczkę na rękach, a Rodzina Święta znajduje wytchnienie w czas ucieczki do Egiptu – wszystko to w krajobrazie szwajcarsko-leśnym. Dokładnie w takim samym, w jakim Jezus spotyka uczniów idących do Emaus.

Dobry Pasterz, 1870.

Zalesiona „Droga do Emaus” Zünda nie odtwarza realiów Ewangelii. Pokazuje naszą kondycję: każdy z nas wędruje smutny i zawiedziony, bo nie tego spodziewał się po Jezusie, co go spotkało. Wydaje nam się, że idziemy osamotnieni, bo nie umiemy rozpoznać Jezusa w tym kimś, które krok w krok idzie tuż obok – dopóki nie usiądzie i nie podzieli się z nami kawałkiem chleba, jak w Emaus.

Syna Marnotrawny 1867.