To jeden z najpopularniejszych obrazów. Masz taki w swoim domu?
Idę o zakład, że w domach – przynajmniej tych, które odwiedzam po kolędzie – dominuje sztuka religijna. Klasyką jest para Serc – Jezusa i Maryi – niegdyś obowiązkowy prezent ślubny dla pary młodej, górująca nad małżeńskim łożem. Potem idzie Święta Rodzina (Maryja z kądzielą i Józef z narzędziami stolarskimi), następnie apostołowie zrywający kłosy i Jezus, który siedzi w łodzi i naucza tłumy na brzegu. Na kolejnym miejscu mojego rankingu plasuje się pejzaż ze ścieżką wijącą się w cieniu potężnych dębów, którą kroczą oddalające się od widza trzy postaci.

Kiedy pytam, okazuje się, że nie wszyscy gospodarze zdają sobie sprawę, że obraz przedstawia „Droga do Emaus”, a owe postaci, to Jezus objaśniający w kwestii zmartwychwstania Kleofasa i drugiego ucznia. Krajobraz jest totalnie przekłamany: zamiast półpustynnych rejonów Jerozolimy przedstawia gęsto zalesione pobliże szwajcarskiej Lucerny.

Tutaj bowiem w dziewiętnastym stuleciu żyje i tworzy Robert Zünd. Artysta maluje wyłącznie krajobrazy: pola zbóż, łąki, lasy, jeziora, rzeki, zagajniki i polne drogi, a na nich ludzi i zwierzęta. Przez całe życie nie namalował bodaj ani jednej ulicy, kamienicy, fabryki, powozu, pociągu ani innej zdobyczy cywilizacji, może z wyjątkiem konnego wozu i rybackiej łódki. Nic, tylko natura i człowiek.

W lucerńskich krajobrazach umieszczał z rzadka także motywy biblijne. Oto w odludnym lesie z jeziorem w tle Jezus jest kuszony od Szatana. Na skraju lasu Marnotrawnym Syn próbuje przywyknąć do świńpasterstwa. Dobry Pasterz niesie owieczkę na rękach, a Rodzina Święta znajduje wytchnienie w czas ucieczki do Egiptu – wszystko to w krajobrazie szwajcarsko-leśnym. Dokładnie w takim samym, w jakim Jezus spotyka uczniów idących do Emaus.

Zalesiona „Droga do Emaus” Zünda nie odtwarza realiów Ewangelii. Pokazuje naszą kondycję: każdy z nas wędruje smutny i zawiedziony, bo nie tego spodziewał się po Jezusie, co go spotkało. Wydaje nam się, że idziemy osamotnieni, bo nie umiemy rozpoznać Jezusa w tym kimś, które krok w krok idzie tuż obok – dopóki nie usiądzie i nie podzieli się z nami kawałkiem chleba, jak w Emaus.

