Dzień Mężczyzn

Prześladowani chrześcijanie pierwszych wieków ginęli nie tylko w zębach dzikich zwierząt, językach ognia czy gradzie kamieni ale nawet w okowach siarczystego ziąbu.

Tak – na przykład – 9 marca 320 roku umęczono czterdziestu rzymskich legionistów. Rzecz działa się w Sebaście – to dzisiaj miasto Sivas w środkowej Turcji. Ponad pół wieku później ich los opisał Bazyli z Cezarei.

Mimo, iż cesarz Konstanty kilka lat wcześniej uznał wolność wyznawania wiary chrześcijańskiej, urzędnikom państwowym i dowódcom wojsk na prowincji wciąż zdarzało się odpalić akcję prześladowczą. Legion stacjonujący w Sebaście miał wyruszyć w kolejną kampanię wojenną. Przedtem jednak żołnierze zostali zmuszeni do złożenia ofiary bogom. To miał być nie tylko akt religijny, ale znak lojalności względem państwa i dowódcy wydającego rozkazy. Czterdziestu legionistów oświadczyło, że są chrześcijanami i ani myślą rzucać choćby szczyptę kadzidła na rozżarzone węgle ku czci jakimś śmiechu wartym figurkom. Uznano to za akt tyleż bezbożności co wręcz rokoszu i odmowy wypełnienia rozkazu. Wobec czego zostali skazani na śmierć. Wyrok wykonano w sposób cokolwiek osobliwy.

Czas, jak na tę porę roku, był wyjątkowo mroźny. Chłód szczególnie dawał się we znaki, gdy wyszło się poza mury Sebasty i stanęło na brzegu zamarzniętego stawu. Właśnie tam zapędzono wieczorem czterdziestu rozebranych do rosołu legionistów, żeby sobie spokojnie zamarzli na śmierć.

Jeden z nich nie zdzierżył tortury. Wyskoczył z szeregu karnie czekających na zamrożenie wojaków. Zaraz nieopodal stała kadź z gorącą kąpielą przyszykowana specjalnie, gdyby któryż z legionistów zmienił zdanie i zapragnął wrócić do życia oraz służby oraz złożyć garść kadzidła na ofiarę bogom. Dezerter wskoczył do kadzi i natychmiast umarł wskutek szoku termicznego.

W tym samym czasie nad głowami pozostałych trzydziestu dziewięciu zajaśniała nieprzenikniona światłość. Gdy ją ujrzał Aglaius, jeden ze strażników mrożącej krew w żyłach egzekucji, doznał takiego zachwytu, iż zrzuciwszy zbroję i cały wojskowy rynsztunek, po czym niezwłocznie dołączył do gromady, dopełniając liczbę czterdziestu męczenników w miejsce uciekiniera, co zamiast na mrozie, w kadzi z gorącą wodą śmierć znalazł.

Nad ranem pozbierano ich ciała i – choć dawali jeszcze słabe oznaki życia – poukładano w stos, przekładając kłodami drewna. Potem stos podpalono, a prochy wrzucono do przepływającej nieopodal rzeki. Pewnie z powodu zamarznięcia część ze spopielonych szczątków udało się zebrać pobożnym ludziom i roznieść wraz z wieścią o zamrożonych męczennikach na cały świat. Jakiś niewielkich ich ułomek można oglądać w jerozolimskiej Bazylice Grobu Pańskiego. Wspomina się ich zwłaszcza w chrześcijaństwie Wschodu 9 marca, na Zachodzie następnego dnia. Właśnie z ich powodu w Polsce i Słowenii 10 marca nazywany jest (bo nie słyszałem, żeby był obchodzony) Dniem Mężczyzn (choć Światowy Dzień M. świętuje się 19 listopada).