26 czerwca 2022

Lidka

Pierwszy chrześcijanin w Europie? To była kobieta. Żyła z handlu luksusowymi ciuchami. Jej dom był pierwszym w historii kościołem.

Historię opisuje krótko św. Łukasza w 16. rozdziale Dziejów Apostolskich. Pierwsza ochrzczona Europejka miała na imię Lidia. Pochodziła z Tiatyry – na terenie dzisiejszej Turcji. Ale mieszkała w Filippi – w północnej Grecji. Była „bojącą się Boga”. To znaczy chciała przejść na judaizm. Mianem „bojących się Boga” określano tych, którzy szykowali się do konwersji, poznawali Prawo Mojżeszowe i starali się żyć zgodnie z jego wymaganiami, choć jeszcze nie ze wszystkimi. Przysłuchując się słowom nauczającego Pawła uwierzyła w Chrystusa i przyjęła chrzest „razem se swym domem”. To określenie oznacza nie tylko rodzinę Lidii, ale całe, prowadzone przez nią przedsiębiorstwo.

Kościół – Baptysterium świętej Lidii w Filippi.

Wiemy, że „sprzedawała purpurę”, czyli czerwone albo nawet filetowe ciuchy. Można się domyślać, że prowadziła firmę. Była przedsiębiorcza – a dziś dodalibyśmy jeszcze: niezależna i samodzielna. Jej zakład pozyskiwał barwnik z wydzieliny żyjących u wybrzeży morskich ślimaków szkarłatników. Farbowano nim różne części garderoby. Robota była straszliwie brudna i cuchnąca. Wykonywali ją najczęściej niewolnicy i wyzwoleńcy. Ale właścicielce przynosiła ogromne zyski, bowiem purpura była w cenie: kosztowała kupę kasy i mogli sobie na nią pozwolić jedynie najbogatsi przedstawiciele ówczesnych elit.

Tak więc pierwszą chrześcijanką na naszym kontynencie była kobieta. Od kobiety w Biblii zaczyna się wszystko: od Ewy – ludzkość, od Sary – Naród Wybrany, od Maryi – Dzieło Odkupienia, od Marii Magdaleny – Dobra Nowina o Zmartwychwstaniu, od Lidii – Chrześcijaństwo w Europie.

Wnętrze Baptysterium św. Lidii. Warto zwrócić uwagę, że zbudowano je na planie oktagonu: jak niemal wszystkie baptysteria.

Ta historia oznacza jeszcze jedną nowość: Lidia zaprosiła Pawła z ekipą (Sylasem i Łukaszem) do swojego domu. Tutaj gromadzono się na modlitwę. Po raz pierwszy zatem chrześcijanie nie schodzili się na modlitwę do żydowskiej synagogi, ale do domu. Dom Lidii – pierwszej chrześcijanki w Europie – stał się też pierwszym kościołem, domem modlitwy. Miejscowy zwyczaj nakazywał, by domownicy – rodzina, służba, pracownicy, niewolnicy – gromadzili się na modlitwie wokół „pieca” – ogniska domowego. Stąd wziął się pewnie zwyczaj, że i przy naszej Mszy świętej zawsze zapala się świece – maleńki symbol ogniska, przy którym zbierali się chrześcijanie w pierwszym domu modlitwy. W synagodze też było światło, ktoś powie. Tak, ale inne. „Ner tamid”, czyli „wieczne światło”, paliło się nieustannie, na pamiątkę złotej menory w Świątyni. Kopią tego jest wieczna lampka w naszych kościołach.

Około roku 50 święty Paweł postawił stopę na kontynencie europejskim. Zszedł z okrętu w porcie w Neapolu. Nie tym włoskim, ale greckim. „Neapolis” znaczy tyle, co „Nowe Miasto”. Dziś ten port nazywa się Kawala. I poszedł na wycieczkę w góry, od osady, którą założyli Rzymianie. Nie bez powodu, bowiem tędy wiodła Via Egnatia – starożytna droga przecinająca Bałkany od Adriatyku aż po Morze Czarne. Osadę nazwano na cześć Filipa Macedońskiego – ojca Aleksandra Wielkiego – Filippi. Miasto – ze względu na mieszkańców – było dwujęzyczne, łacińsko-greckie.

Kopuła w filipińskim Baptysterium z wizerunkami ilustrującymi działalność apostolską św. Pawła.

Było tutaj też trochę innych nacji. Pewnie jakaś garstka Żydów, ale zapewne niewielka. Bowiem – jak czytamy w Dziejach Apostolskich – Paweł przypuszczał, iż w szabat zbierają się na modlitwę nad rzeką. A skoro tak, to znaczyło, że w mieście nie ma synagogi. Z czego można wnosić, że liczba mężczyzn wyznania Mojżeszowego była mniejsza, niż dziesięć, bo tylu tworzy „minian” – kworum wymagane do odprawienia niektórych modłów. Żydzi i sympatycy (oraz sympatyczki) judaizmu zbierali się nad rzeką, żeby przed modlitwą móc dokonać rytualnych oczyszczeń. Służy im zawsze bieżąca woda. Nawet kiedy przy synagodze jest mykwa, czyli basen służący do rytualnych oczyszczeń, musi być zasilany bieżącą wodą. Ewentualnie trochę deszczówki można dolać. Ale o to, w jakich proporcjach, już toczą się rabiniczne spory.

[zdjęcia cytowane z domen publicznych]