Wojenne opowieści

Jeszcze latem trzydziestego dziewiątego Dziadek obwiózł koleją mojego Tatusia przez całą Polskę.

Dziadek był kolejarzem, dyżurnym ruchu, zawiadowcą stacji. Przysługiwały mu i członkom rodziny darmowe bilety. Więc codziennie rano wpisywał na służbowym blankiecie stację docelową. I tak zatoczyli pętlę z Oświęcimia przez Poznań, Gdańsk, Warszawę, Lwów i Kraków. Zaraz potem przyszła wojna.

Stryj Anatol był najstarszym z rodzeństwa: podporucznik 3 Pułku Strzelców Podhalańskich, stacjonującego w Bielsku (tu, gdzie dziś szpital pediatryczny były koszary). Na wiosnę ożenił się. Spodziewali się dziecka. Wpadł do rodzinnego domu w Dworach drugiego września wieczorem. Tylko na chwilę, po drodze z Bielska do Krakowa. Usiadł przy stole. Babcia postawiła przed nim talerz z pajdą chleba na dwa palce, połyskującą masłem, nakrytą kamiennymi tablicami tłustego białego sera. Jadł pośpiesznie. Mówił, że Niemcy będą lada chwila. Że żona czuje się dobrze i że wojna może się skończy, zanim urodzi. Tylko Francuzi muszą ją wypowiedzieć. Po swoim dziadku miał oficerskie maniery. Otarł usta serwetką. Ucałował babcię, objął dziadka, zmierzwił czuprynę najmłodszego brata – mojego Tatusia. I pognał do swoich. Wojenne przepustki kończą się szybko.

Na trasie z Bełżca do Jarosławia stoi historyczny Narol. Tutaj skończyła się niespełna trzy tygodnie trwająca wojenna tułaczka stryja Anatola i dwunastu innych bielskich Podhalańczyków, idących pod Kustroniem na odsiecz Lwowa. Niemcy dopadli ich już wcześniej. Najpierw pod Tarnowem, przy moście na Dunajcu między Radłowem a Biskupicami, gdzie przez dwa dni bronili przeprawy. Za Biłgorajem Niemcy zaczęli dźgać już bardzo mocnym ostrzałem i bombardowaniem. Narol ujęli w kleszcze. Już nawet nie bili się z Podhalańczykami, ale polowali na nich. Nie wiadomo, kto znalazł ciało stryja i trzynastu innych ani gdzie: na rynku, przy drodze jarosławskiej, może na cmentarzu, bo tam podobno ci nasi też się bronili. Pochowano ich we wspólnym grobie w samym środku narolskiego cmentarza.

Stryjenka ocalała z transportem żon bielskich oficerów. Dotarła za ocean. Tam urodziła córkę. Po wojnie wróciły do Polski. Po wojnie babcia płakała nad kartką z Czerwonym Krzyżem, gdzie stało napisane o śmierci i pochówku Tolka w okolicach Biłgoraja. Minęło wiele lat, zanim udało się znaleźć grób stryja – 60 kilometrów dalej, na wschód, w stronę Lwowa.

Tatuś tęsknie się uśmiechał, oczy szkliły się łzami gdy wspominał Tolka na przepustce drugiego września wieczorem. I to ostatnie siedzenie przy rodzinnym stole. Kiedy zawiozłem go pierwszy raz do Narola, stał nad żołnierskim grobem, jakby czekał, aż ktoś zmierzwi chłopięcą czuprynę. Stał tak długo, jakby mu chciał opowiedzieć, co się działo za oknami rodzinnego domu w piekle Auschwitz w czasie, gdy on sobie spokojnie już leżał na narolskim cmentarzu. Potem zawiesił na żołnierskim pomniku swój różaniec – jak rodzinny krzyż zasługi. A ja byłem niemal pewny, że pomnik z dumą wypiął pierś tablicy z nazwiskami i zasalutował…