Przepis na klęskę wizerunkową.
Masz wiekowy, spatynowany gorącem serdecznych szeptów, ozłocony ciężarem trosk i łez obraz Madonny z Dzieciątkiem, wizerunek „atmosferyczny” i uduchowiony, przepełniony tajemnicą Słowa, które staje się ciałem.
I wpadasz na pomysł, by oddać go w ręce konserwatora malunków. A otrzymujesz w zamian płaską i bezduszną grafikę anemicznej kobiety z dekoltem podkreślającym przerost tarczycy, używającej tanich kosmetyków i z wytatuowanymi gałkami ocznymi, które przechodzą w genach na blade niemowlę z zakolami czterdziestolatka i po amputacji prawego kolana.
Brawo, Tuchów!
