Kiedy na Śląsku czy Morawach stoi jakiś Świątek na kolumnie, może to oznaczać tylko jedno: ktoś ocalał z nieszczęścia.
Mogła nim być epidemia. Wtedy ci, co nie umarli w gorączce, stawiali na słupie Trójcę Świętą. A ocaleni z wojny najczęściej wieńczyli kolumnę Madonną trzymającą Dzieciątko tak, jak na łaskami słynacym wizerunku w niemieckiej Passawie.
Takąż jest cieszyńska Wspomożycielka Wiernych, bardzo podobna Matce Boskiej Passawskiej z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie. Sprawiła ją ostatnia z rodu Piastów Cieszyńskich Elżbieta Lukrecja. Podczas wojny trzydziestoletniej szwedzkie żołdactwo obróciło w ruinę cieszyński zamek. Elżbieta salwowała się ucieczką do małopolskich Kęt. W zawierusze złożyła ślub wzniesienia kolumny Maryjnej jeśli ujdzie z życiem, który wypełniła po powrocie do Cieszyna coś koło połowy XVII wieku.
Prawie dwa stulecia kolumna z Madonną stała na wzgórzu zamkowym w Cieszynie. Aż odziedziczył je arciksiążę Karol Ludwik Habsburg (którego złoił Napoleon pod Wagram). To on kazał przebudować cieszyński zamek na letnią rezydencja. W trakcie pracy uznano, że kolumna szpecić będzie otoczenie. Choć w tle mogło być jeszcze i to, że Karol żonę miał Kalwinkę i nie chciał jej widokiem Najświętszej Panienki mierzić. Zresztą gdy Maria z domu Bourbon umarła, wiedeńscy kapucyni po wielkich mecyjach zgodzili się na pochówek innowierczej arcyksiężnej w krypcie katolickich Habsburgów, urządzając osobne wejście z ulicy do piwnicy, w której samodzielnie spoczywa.

Passawską Madonnę przeniesiono spod zamku na Stary Targ w Cieszynie i 8 grudnia 1844 statuę poświęcono. Kolumna stała zrazu w środku ocembrowanej piaskowcem sadzawki, którą potem zlikwidowano, pozostawiając sam słup. Plotki głoszą, że kolumna na której stoi Madonna jest dawnym pręgierzem.
Dzisiejsza Madonna na cieszyńskim Starym Targu, to jedynie kopia. Oryginał na początku XXI wieku ulokowano w miejscowym muzeum, by się w kwaśnych deszczach nie stopił bezpowrotnie. Figurę wydobył z piaskowca z kamieniołomu w Brennej albo na Zaolziu praski dłutownik Piotr Parler lub też jaki jego uczeń. Pierwotnie zdobiła może który kościół i dopiero za sprawą Elżbiety Lukrecji na słup się wspięła. Przez wieki wiele razy ją przemalowywano, a farby wystarczyło nawet na kopię dziś uzewnętrznioną, choć i jej jakie SPA kamieniarskie zapewne by się przydało.
