Stoi przy na skraju lasu, przy wąskiej, krętej dróżce z Pierśćca do Zaborza na Śląsku Cieszyńskim. W dali widać luźną zabudowę. Osiedle nazywają Uchylanami.
Nazwa pochodzi od „uchyłka” – tego, co leży z dala, na uboczu, w skrytości. Na mieszkających na Uchyłku Zaborza wołano niegdyś „Uchylany”. Tak było za CK Austrii. Po pierwszej wojnie światowej Uchyłek administracyjnie przyłączono do Pierśćca.

Kapliczka wygląda jak miniaturka kościelnej apsydy. Gdyby wyjąć drzwi z zawiasów i dobudować choćby niewielką nawę, byłby kościółek – mały, zgrabny. W dodatku zorientowany: ustawiony idealnie na linii wschód-zachód. Tej orientacji nawet sam kościół w Pierśćcu może pozazdrościć.

Próżno dociekać historii kapliczki. Zarówno opracowania książkowe jak i internety bezradnie rozkładają ręce utrzymując, że już pół wieku temu nikt nie znał konkretnej przyczyny powstania budowli. Przebąkiwano tylko, że pewnie jest to wotum za zachowanie od jakiego nieszczęścia. Jest w tym pewnie ziarenko prawdy, bo w kapliczce na koniec maja obchodzi się odpust ku czci… Opatrzności Bożej.

Może kogo tutaj od zbójców Pan Bóg uratował? A w gęstym lesie nieopodal cudnie można zasadzkę na podróżnych urządzić. Podobno wisiał kiedyś w kaplicy obraz świętego Mikołaja, który podróżujących na morzu od topieli ratuje. A może to sprawa zarazy? Był też onegdaj obraz świętego Sebastiana, patrona w morowym powietrzu. Może zaś jaka sprawa rodzinna szczęśliwe rozwiązanie znalazła? Jest bowiem do dziś nad ołtarzykiem obraz Świętej Rodziny. Mały Jezus siedzi na babcinych kolanach świętej Anny, Maryja go za rączkę trzyma, Józef przyklęknął z otwartą księgą Pisma Świętego, a zaraz obok baranek wieści, że oto Jezus wypełni proroctwa Starego Testamentu i jak baranek na wykup Izaaka w ofierze został złożony, tak teraz on sam odkupi rodzinę ludzką krwią swoją.

Jestem tutaj w słoneczne, późne popołudnie. Chylące się słońce na przemian złoci ściany i kładzie na nich cienie drzew. Kosmos zdobi Uchylańską Świątynię Opatrzności.
