Księżyc

Jest tam ktoś na Księżyc czy też tylko mi się zdaje?

W rodzimej tradycji w rysunku plam księżycowych rozpoznawano Adama i Ewę, świętego Jerzego na białym koniu albo i mistrza Twardowskiego.

Dante dostrzegł na Księżycu Kaina z maczugą w ręku. W krajach protestanckich widzą gromadę nieszczęśników, którzy znaleźli się tam pokutując za pracę wykonywaną w niedzielę. Wśród nich można podobno rozpoznać nawet nieboraka z kart Biblii, który został skazany na śmierć z tej przyczyny, iż w szabat zbierał drwa na opał (Lb 15,32nn).

Ludzie bali się Księżyca: że powoduje szaleństwo i epilepsję, śpiących bez wybudzenia zrywa z posłania i wiedzie na zatracenie. Bali się niepotrzebnie: Księżyc jest najlepszym przyjacielem człowieka. Bacznie obserwuje jego wzloty i upadki, sukcesy i porażki. Nawet są do siebie podobni – Księżyc i człowiek – każdego dnia wyglądają inaczej, codziennie są inną wersją siebie. Nikt tak nie zrozumie człowieka jak Księżyc.

Tak sobie rozmyślam pochłonięty marcową pełnią. Mówią o niej „pełnia śmierci” – bo zima umiera – albo „robacza pełnia” – bo zaraz przyjdą ciepłe dni, robactwo spod ziemi wypełznie na pociechę ptasim wolom, najedzone ptaki zaczną śpiewać ze szczęścia, wiór do wiara afekt poczuje. Jednym słowem – wiosna.

A tak naprawdę na Księżycu w ramach udanych 6 lotow załogowych 12 ludzi wylądowało, z czego 6 swoje nogi na Księżycu postawiło. Nie wiem, czy który z nich chrust w szabat zbierał albo skarpetki prał w niedzielę. Trzeba to sprawdzić.

[Księżyc zdjąłem wieczorem w Jasienicy. Trochę żałuję, że nie w Krakowie. Boy-Żeleński pisał przecież, że nigdzie się tyle nie nasłuchał historii o Księżycu i lunatykowaniu, co tutaj. A Turnau z Sikorowskim śpiewali o dawnej stolicy: „u nas chodzi się z Księżycem w butonierce…”]