Wyrok czy recepta?

Na zapełnienie naszych kościołów wiernymi są dwa sposoby: w każdą niedzielę sypać popiół na głowy albo co tydzień święcić koszyczek z kiełbasą, jajkiem i chrzanem.

Ewentualnie można robić to na przemian.

W Popielec i w Wielką Sobotę kościół pęka w szwach. W sobotę przed Wielkanocą – jeszcze rozumiem – Święconka to miły zwyczaj, początek świętowania, pachnie świeże jedzenie i ładnie wygląda. Ale popularność popiołu sypanego na głowę zadziwia. Może dlatego, że jest to jedyna okazją, kiedy proboszcz nie pyta o kartkę od spowiedzi, ślub kościelny, wpuszczanie księdza po kolędzie. Wprost przeciwnie: im więcej ktoś sobie nagrabił, tym chętniej i obficiej popiół na ciemnię i czoło się kruszy.

Sarkazm na bok. Jest w głowach posypanych popiołem znak nadziei. Bo chociaż „prochem jesteś i w proch się obrócisz” brzmi jak wyrok, w rzeczy samej jest receptą. Proch nie jest kresem, ale początkiem – materiałem wyjściowym, z którego Miłosierdzie może na nowo ulepić człowieka na obraz i podobieństwo boże. Żeby zaczęło się nowe, stare trzeba zburzyć, zetrzeć na proch. Szybki remont nie wystarcza.